Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

29 listopada 2015

{Ocieplanie przestrzeni}

 
Trochę kubraczków, futrzaków, włochatych koców i wrażenie ciepła wzrasta. Po wymianie pieca na nowy, odczuwamy wyraźny spadek temperatury... Paradoksalnie to brzmi, ale nowicjusz nie wydala i na nasze pięterko docierają marne powiewy ciepła. Zatem idą w ruch bambosze, pledy i dzbanki gorącej herbaty. 
Zalecane?
Przedświąteczne porządki, tańce z odkurzaczem, wygibasy z mopem, a na koniec gorąca kąpiel 
i siup w termiczną piżamę!

2 lutego 2015

*Zimowe harce w zaśnieżonej Zielonej*

Niedziela rano w Zielonej/Ośnieżonej... Śniadanie zjedzone, koszyk na piknik przygotowany, wory z sianem zapakowane po sam dach samochodu, więc możemy jechać na naszą "Górę Śmierci". Waruneczki do ślizgów są idealne! Brzuchy bolą nas od śmiechu, a nogi od wychodzenia pod górę. Nasze harce szybko roznoszą się po wsi, ponieważ po kilkudziesięciu minutach na stoku mamy towarzystwo. Zjechało się więcej amatorów zimowych zabaw, ale nam to nie przeszkadza, bo my jesteśmy bezkonkurencyjni na naszych worach. Robimy pociąg z 6 osób i lądujemy pod powalonym drzewem... Bez większych strat wyczołgujemy się spod konarów, a spodnie mamy mokre, nie koniecznie od śniegu;)))

Dobrego tygodnia życzę !!!

29 grudnia 2014

{Przegląd garderoby zimowej}

https://www.facebook.com/delaluca.delaluca

Za oknem krajobraz w tonacji B&W, więc i ja powróciłam do swoich ulubionych zestawień kolorystycznych. Na razie śnieg oglądam z bezpiecznego i ciepłego miejsca przy kaloryferze i nie mogę się przemóc, aby poharcować razem z dziećmi w śnieżnej zawiei. Wczoraj sprawdziliśmy nasz "sprzęt sportowy" i okazało się, że chyba myszy na strychu harcowały i nogawki dzieciom w spodniach narciarskich poodgryzały. Moje gatki wyraźnie "zmniejszyły" się w obwodzie pasa... Żarłoki jedne;)! Nie my - MYSZY oczywiście;)))!

Zanim więc wbiję się w puchate wdzianka, mam w planie wejść w NOWY ROK delikatnie, bez ślizgów i wywijańców, ale za to w ciemnej sali zatracić się w ramionach dziesiątej muzy. Tak postanowiliśmy, że tym razem przywitamy NOWY ROK w sposób, jaki najbardziej lubimy - podczas SYLWESTROWEJ NOCY FILMOWEJ!  A Wy gdzie będziecie wywijać???

{Kochani życzę Wam, aby stary rok zabrał ze sobą wszystkie smutki i złe momenty,
a NOWY 2015 przyniósł powiew świeżości 
i całe mnóstwo powodów do radości!!!}

12 lutego 2014

Dzień po dniu

Dwa dni i 2 pory roku... Nie mogliśmy uwierzyć, że w jednym dniu szalejemy na nartach w pięknej zimowej scenerii a na drugi dzień oddychamy wiosennym powietrzem i patrzymy na zieleniejące się wzgórza... Nie będę jednak dzisiaj o pogodzie rozprawiać, choć podobno my Polacy kochamy o niej rozmawiać. Temat zastępczy czy sprawa wagi państwowej? O pogodzie mówią wszyscy! A to, że nie ma śniegu, a to, że spadł i po co, skoro my już chcemy wiosny? A to, że paskudnie, bo pada (patrz za oknem w Małopolsce;)... nie dogodzi! 
Cieszę się z tych paru wolnych dni, które wykorzystaliśmy na "odpoczynek". Cała nasza czwórka cierpi dzisiaj na zakwasy, ale warto było. 

Już niedługo pokażę Wam nowości w moim salonie. Przybył mały regalik na książki, który czeka na malowanie i pochwalę się moją kolekcją vintagowych roślin. Ostatnio poluję na stare odmiany kwiatów, które kiedyś królowały na naszych meblościankach.  Z pomocą przyszły mi ciocie znajomych, babcia i zaprzyjaźnione kwiaciarki.    Wiecie jak dzisiaj trudno o asparagus? 

Miłego tygodnia moi mili!

27 stycznia 2014

Próba ognia

W końcu i do Małopolski dotarła zima. Dzieci te małe i większe od razu ucieszyły się z perspektywy szusowania po śniegu. My niewiele się zastanawiając, zapakowaliśmy wszystko co niezbędne (czytaj cały samochód aż po dach upchany) i wyruszyliśmy do Zielonej Chatki. Nie byliśmy w niej od jesieni... Oprócz ślizgów na workach, z górki nazwanej pieszczotliwie przez dzieci "górą śmierci", w planach mieliśmy pieczenie pizzy. Nie byłoby w tym nic oryginalnego, ponieważ pod strzechą chatki nie raz unosił się zapach włoskiego wypieku, gdyby nie fakt, że uruchomiliśmy po raz pierwszy piec chlebowy! Diabeł okazał się nie taki straszny i szybko rozgryźliśmy zasadę jego działania. Na pierwszy ogień poszedł mały placuszek i "trochę" się spiekł, ale smakował wybornie! Jak podpłomyk mojej babci:) W końcu udała się i pizza. Nie ma porównania z wypiekiem piekarnikowym. Smak drewna i dymu zrobił swoje. A dzisiaj trzeba było wrócić do rzeczywistości. Oj wstawanie było ciężkie;))) Miłego tygodnia moi mili!

27 stycznia 2013

Chata w kolorze BLUE i koniec ferii










Na zdjęciu nasze sąsiedztwo. Na wzgórzu stoi taka ruderka otoczona lipami. Jest bajecznie położona, ale wieje tam, że hej! Lepiej u nas w kotlince, cicho i spokojnie:)
I po feriach! Oj wyszaleliśmy się w tym roku na maksa! Ślizgi na workach, a nawet zjazdy na nartach zaliczone. Dla mnie zima może już iść w siną dal;) Tydzień temu ledwo wyjechaliśmy z chatki. W niedzielę zaczął padać deszcz i na śnieżnej powierzchni utworzyło się lodowisko. Ciemna noc, samochód zapakowany po sam sufit, a ja już myślami w domu. Odpalamy i ani w tył, ani w przód... Więc plan, co dalej? Zostajemy? Ale ja tak nie lubię, nawet będąc na najpiękniejszych wakacjach, jak już jestem spakowana do powrotu, nie wróciłabym się za nic na świecie. I co? Gero wraca, otwiera komórkę, bierze taczki i ładuje piach. I obrazek: Ja ciągnę taczki do góry, a mój małżonek  sypie pas startowy... I tak trzy kolejki tam i z powrotem. Pot leje się po plecach, dzieci zaczynają marudzić, że są głodne, że sisi, że chcą do domu... Bajka! Wreszcie próbujemy ruszyć. Najpierw powoli cofamy pod górkę, później coraz szybciej, oby tylko się nie zatrzymać i tak na pełnym gazie do góry i już jesteśmy na górze, a tu stoi sobie przeszkoda w postaci samochodu i my stop, a nasz samochód w bok po lodowej muldzie i przytulamy się z "sąsiadem". I znów akcja, gdzie szukać sąsiada, aby się "odtulić"? Wreszcie wyjeżdżamy na główną drogę i szczęśliwie turlamy się do domku. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej:)
W ten weekend obyło się bez przygód, poza potłuczonymi kolanami na lodowych "krach" wystających spod puchu śnieżnego. Zachciało nam się nart i śmigania aż po las;) Do lodowej scenerii wpasowałam kilka kadrów z kuchni w kolorze blue. 

Lecę moczyć się w piance i smarować posiniaczone kolana:)
Buziaki ślę!


21 lutego 2012

Ferie w Zielonej Chatce DZIEŃ i WIECZÓR

I już za nami 5 dniowy pobyt w Zielonej Chatce. Muszę przyznać, że był bardzo aktywny i bogaty w wydarzenia. Dopiero w piątek rozebraliśmy choinkę i z izby zniknęły świąteczne ozdoby. Mam nadzieję, że niedługo schowam też stare sanki i poduszki z rogaczami zamienię na pastelki. Ale tymczasem cieszyliśmy się z zimy...




Mieliśmy dużo szczęścia, że przy dodatnich temperaturach śnieg nie stopniał do końca i w ruch poszło lepienie bałwanów ( w tym jednego giganta), Garo ulepił igloo i tak się w tą budowę zaangażował, że sprawiał wrażenie, jakby stawiał swój pierwszy dom w życiu;))). Ale śnieżna budowla została ukończona i nawet w jej środku odbywała się biesiada przy herbatce. Wielkim hitem okazały się ślizgi na workach wypchanych sianem. Niech schowają się wszystkie sanki! Dzieci zjeżdżały za Chatką wprost pod okno kuchenne, które nie zamykało się. Serwowałam przegryzki ( również w postaci macy pieczonej na blasze) i ciepłe napoje:)




Dzisiaj rano przez okno w ganku przyświecało takie cudne słońce, że nie mogliśmy się oprzeć, aby nie zjeść pożegnalnego śniadania na zewnątrz.



Cappuccino robione w kawiarce i spieniaczu smakowało wybornie na świeżym powietrzu i muszę Wam powiedzieć, że dzisiaj czuć było wiosnę w powietrzu!


P.S. Zapomniałam pokazać Wam jeszcze mój drewniany wieszak, który przez cały pobyt nie próżnował. Przemoczone do suchej nitki ubrania suszyliśmy właśnie na nim. Sprawdził się idealnie. Niedługo pokażę wieczorną odsłonę Chatki i kąpiel w bali:) Zapraszam!