Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

17 lipca 2014

Dary morza

W rybach i owocach morza zakochaliśmy się do tego stopnia, że rozważaliśmy przewiezienie do Polski ośmiorniczek w lodówce turystycznej. Szybko zrezygnowaliśmy, bojąc się rozmrożenia i konsekwencji z tego wynikających;) Za to na miejscu, prawie codziennie Gero gnał do portu lub na targ rybny. Kalmary, krewetki, langustynki, ośmiorniczki... szaleństwo na całego! Sprawianie nie należało do najprzyjemniejszych, dlatego pozostawiłam to męskim dłoniom;) Szybko okazało się, że Mila uwielbia asystować tacie przy obróbce owoców morza... Nie ruszał ją ten widok wcale, choć nic do ust nie wzięła;) Zaprzestała na rybach, które z kolei zjadała w ilościach ponad rozsądnych. Więcej dla nas;) 
Pichciliśmy sami, ale też smakowaliśmy darów morza w restauracjach. W Stonie (królestwie ostryg), po raz pierwszy spróbowałam małży. No cóż... taki lekko zakwaszony grzybek;))) Niezły, ale i tak nr 1 jak dla mnie są kalmary!!!  Te duszone, te grillowane i te w tempurze! Na samo wspomnienie ślinka mi cieknie!

P.S. Moje zmagania z wędką skończyły się połowem 2 rybek. Oczywiście wrzuciłam je z powrotem do morza, bo obiadu bym z nich nie zrobiła;)

15 lipca 2014

Wakacje z dziećmi



Jak zachęcić dzieci do wspólnego zwiedzania, do wspólnych przechadzek? Rzecz niełatwa! Najchętniej cały dzień spędziłyby na plaży i  nie wychodząc z morza. Ale my dorośli chcemy coś więcej, coś zobaczyć, gdzieś się ruszyć. Najlepszym argumentem są przygody! I nam się udawało:) Podczas wypadu do wioski o szumnej nazwie KUNA spotkała nas śmieszna przygoda z psem. Ledwo wysiedliśmy z samochodu już mieliśmy towarzystwo. Oczywiście najpierw uderzył do mnie! Uderzył dosłownie, bo grzmotnął mnie kilka razy ogonem po udzie i zaprosił do wspólnego zwiedzania;) Noga w nogę za nami i zaczyna się zachowywać coraz dziwniej... Patrzymy, a on podnosi każdy kamień z ziemi i do pyska! W pewnej chwili wypuścił je wszystkie (a było ich 6-7 sztuk) i z powrotem sprawnie ładuje pomiędzy zęby... Dzieci szybko go ochrzciły - Kajtkiem Kamieniożernym! Wracamy do "domu" i nagle na środku drogi "spieszy" żółw... No nie - istny Zwierzyniec! Stajemy więc na poboczu i pakujemy żółwia do środka z myślą, że trzeba go przenieść do jego środowiska naturalnego;). Transportujemy żółwia nad morze i Mila woduje go powoli, ale ten nie wykazuje zainteresowania  środowiskiem wodnym... No cóż, widocznie to lądowiec;) Nie minęło wiele czasu, a dzieci już się przywiązały do gadzinki. Nazwały go Stefan i zaczęły snuć plany, u kogo w pokoju zamieszka;) Okropna mama nie pozwoliła jednak zatrzymać żółwia... Był płacz i lament, ale na krótko na szczęście. Następny wypad znów został przywitany przez dzieci " Co znowu wycieczka"?! Ale argument, że może spotkamy jakiegoś zwierzaka, zadziałał!

P.S. Podczas naszych wypadów żaden zwierzak nie ucierpiał, a były wśród niech kozy, owce i osioł no i krabik...

12 lipca 2014

Są takie miejsca na świecie...

Przemierzając chorwackie wioski nie mogłam wyjść z zaskoczenia, że tyle wspaniałych willi stoi w niełasce. Pozamykane na kilkanaście spustów z pewnością kryją w swoich wnętrzach tajemnice, których rąbek tak bardzo chciałam uchylić. Snułam wizje osnutych pajęczynami kryształowych żyrandoli, starych szaf, powywracanych krzeseł, potarganych kotar... Ach, tylko troszkę kuknę!

W miejscowości TRPANJ natknęliśmy się na cudowną willę, która na swoim podwórzu kryła prawdziwe cuda-wianki. Skład betonu, żeliwa i szkła, tak w skrócie można określić to składowisko. Niby od niechcenia poukładane, ale układały się w pewne całości. Zdawały się żyć. Ciężkie, drewniane  drzwi w pewnym momencie się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna, mijając nas jak cienie, jakby nas tam wcale nie było...  Zerknęłam do wnętrza, a tam stał stary jeep i skrzynie, jakby przygotowane do podróży... tylko jak dawno miała się ona odbyć?


8 czerwca 2014

Na tą chwilę czeka się cały rok... no dwa lata;)

Do wyjazdu na urlop zostało jeszcze kilka dni, ale u nas pakowanie idzie pełną parą. Przed nami pracowity tydzień, więc nie będzie dużo czasu. Kierunek południowa Dalmacja z przystankiem na Węgrzech. Odwiedzimy półwysep Tihany. Mimi tak pięknie o nim napisała i zilustrowała TUTAJ, że musimy o niego zahaczyć. A na Chorwacji w planach mamy oczywiście półwysep Peljesac, ze Stonem na czele. Musimy spróbować tamtejszych ostryg, bo podobno najlepsze! Wiele już widzieliśmy 2 lata temu, więc uderzymy do Bośni i Hercegowiny do przepięknej miejscowości Trebinje. Mam nadzieje, że powódź jej nie dotknęła...
Na miejscu czekają już na nas nasi znajomi, dlatego wiemy, że jest piekiełko! Oj już przebieram nogami!

Do zobaczenia w lipcu zatem!
Nie zapomnijcie o mnie;)

12 lipca 2012

Jest takie miejsce...












Cmentarzysko starych samochodów
Ruiny domów pokryły bluszcze
Ach te dachówki!
Kamień na kamieniu
Wejście to, czy ogrodzenie? Tylko do czego i czego?
Wśród ruin natknęliśmy się na "małe gospodarstwo
    Do Potomje trafiliśmy późnym popołudniem. Wioska zdawała się być wyludniona, co nas trochę zdziwiło. Przecież to tutaj powstają jedne z najznakomitszych win w Chorwacji. W jednym z domów udało nam się dosyć szybko kupić interesujące nas wina i powolnym krokiem udaliśmy się w głąb wioski. Coraz węższe uliczki prowadziły nas do domostw, z których odchodziły odgłosy codziennej krzątaniny. Ktoś mył naczynia, ktoś skrobał po dnie garnka, ktoś oglądał mecz w telewizji... Czuliśmy się jak intruzi, nasze buty zaczęły tak głośno stukać po bruku, że w pewnym momencie złapaliśmy się na tym, że idziemy na palcach i uciszamy się  ciągłym "ciiiiiiii". Jak zahipnotyzowani wchodziliśmy w coraz to nową uliczkę, aż przyciągnęły nas dźwięki skrzypiec. Stanęliśmy wsłuchując się w melodię, która była jakby odrealniona, niepasująca do tego miejsca, bardzo przejmująca. Labirynt uliczek zaprowadził nas w końcu pod kamienne schody, które prowadziły na wzgórze pełne ruin i opuszczonych domostw. Przecierałam oczy ze zdziwienia, pytając, co tu się stało? Kiedy? Czy to skutki wojny domowej z lat 90tych, czy to pozostałości po jakiejś starożytnej osadzie? Nie sposób zgadnąć. Szukałam informacji na temat tego miejsca, ale wszystkie są bardzo szczątkowe. Wiem jedno, że takie miejsca fascynują mnie najbardziej i dla tej wioski warto było pojechać na Chorwację.

9 lipca 2012

Kolory wakacji










 
Lubię wyszukiwać nietypowe kadry, często bardzo wąskie, często bez ładu i składu, bo urzekły kolorem, fakturą, albo oddawały klimat chwili. Nie lubię fotografować "widoczków", układanek (dwie, trzy, cztery... osoby mówiące "cheeeeeeessssse" ), choć wiem, że bez nich  wakacyjne wspomnienia byłyby niekompletne. Kiedyś znajoma przegląda nasz album ze zdjęciami i leci kartka po kartce z szybkością błyskawicy, Nooo, a gdzie wy jesteście? A z kim byliście? Gdzie ludzie? To wasi znajomi? (widząc uchwyconą na ulicy parę;)... 

Na pierwszym zdjęciu Mila wrzuca kartkę do skrzynki, bez znaczka;) O dziwo doszła! Pani na poczcie pewnie inna, niż ta nasza, bardziej sentymentalna, gdy zobaczyła dziecięce bazgroły i słoneczko w okularach i kwiatek rysowany pod dyktando brata : Masz narysować równiutko!