Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty

30 lipca 2011

Shopping

Dla równowagi dzisiaj będzie infantylnie, słodko i niepoważnie. Pokażę Wam migawki moich zakupowych łupów, jakie przywiozłam z Londynu. Trampki, kolorowe t-shirty, gadżety z muffinkowymi wizerunkami, gazety wnętrzarskie... Bez szaleństw, ale zgodnie z zasadą - małe a cieszy:). Na paczkę ze zdobyczami z car boot sale ciągle czekam. To będzie osobna historia, raczej pozbawiona tych słodkości, bardziej vintage.






27 lipca 2011

Camden Town - tygiel osobliwości


Camden Town to najbarwniejsza dzielnica Londynu. Znajdziesz tu przedstawicieli wszystkich subkultur : gotów, emo, hippisów, rastafarian, metalowców... To dla nich raj gadżetów : kastety, obroże na szyje, odzież wybita ćwiekami, kultowe Martensy i Conversy. Ulicę przecina kanał, nad którym można przysiąść i skosztować specjałów z kuchni całego świata. My wybraliśmy mix japoński. Szału nie było, ale dało się zjeść;)







A to moje ulubione kadry rodem z lat 80-tych. Era disco ciągle króluje!



26 lipca 2011

Londyńskie kolaże

To były bardzo intensywne dni w Londynie. Pogoda dopisała nam wyśmienicie!


W jeden dzień obskoczyliśmy Portobello Road w samym sercu Notting Hill, gdzie mieści się najsłynniejszy uliczny bazar na świecie.


Oczopląsu dostawaliśmy na widok antyków, ale najwięcej zabawy mieliśmy w sekcji odzieży używanej. Upolowałam tutaj dla siebie cudny sweterek a moje serce skradły skórzane oficerki, których cena niestety przekroczyła moje możliwości finansowe. Nie ma jednak tego złego... podobne kupiłam sobie na car boot sale za 3 Funciaki;))). Tutaj byliśmy w siódmym niebie! Co rusz coś nam wpadało w oko, a zachęcająca cena 1 £ za większość łupów sprawiała, ze straciliśmy umiar. W efekcie czekamy na wielką paczkę z UK;), ponieważ nasze bagaże podręczne pękały w szwach:).

Dwa kilometry jedną i drugą stronę odczułam jak nic. a przed nami był jeszcze...
Camden Town (tam gdzie mieszkała Amy Winehouse, na drugi dzień dowiedzieliśmy się o jej śmierci...). O tej dzielnicy jeszcze napiszę, ponieważ jest warta osobnej uwagi.



A wieczorem intensywny kurs bachaty i salsy!!! Stwierdziliśmy, że szkoda czasu na wersję dla początkujących i wskoczyliśmy w grupę dla średnio zaawansowanych... Oj działo się, do tego stopnia, że musiałam na drugi dzień zakupić
trampki...

Zostawiliśmy za sobą słoneczny Londyn, by przywitać deszczową Polskę... ale mamy co wspominać:)