Dla równowagi dzisiaj będzie infantylnie, słodko i niepoważnie. Pokażę Wam migawki moich zakupowych łupów, jakie przywiozłam z Londynu. Trampki, kolorowe t-shirty, gadżety z muffinkowymi wizerunkami, gazety wnętrzarskie... Bez szaleństw, ale zgodnie z zasadą - małe a cieszy:). Na paczkę ze zdobyczami z car boot sale ciągle czekam. To będzie osobna historia, raczej pozbawiona tych słodkości, bardziej vintage.
























