Lato by się skończyło, winorośl straciłaby liście, wiat rozwiałby płatki pelargonii, a ja nie pokazałabym Wam mojego tegorocznego tarasu. Tutaj od lat niewiele się zmienia. Ten sam kolor kwiatów, te same meble, to samo winogrono, tylko intensywność wzrostu w tym roku przeszła najśmielsze oczekiwania. Oplotło nas wokoło, aż w pewnym momencie nie dało się swobodnie stąpać, bo wszędzie winogrono... Ten winny bluszcz ma swoją historię. Kiedy przeprowadziliśmy się do kamienicy, moja mama zapragnęła mień "trochę" zieleni w mieście. Ze swojego domu rodzinnego przywiozła szczepkę pnącza i zasadziła w stwardniałym podłożu. Szybko okazało się, że chętnym do pociągnięcia "wąsów" jest wiele. I tak oplątaliśmy się z sąsiadami zielonymi ramionami. Każdy ma coroczne zbiory winogron, trochę cienia i niewymagającego ogrodu. Taka oaza w środku miasta.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taras. Pokaż wszystkie posty
6 września 2015
29 kwietnia 2011
Miejski ogród i tajemnicza szuflada
Tego jeszcze nie robiłam... Telefonem starym jak świat pstrykałam dzisiaj zdjęcia i efekty jakie są, to widać... (Mój "kamienny" aparat nadal nie daje znaków życia). Skupię się więc na tym, co na nich widać. Na pierwszym planie jedna z tabliczek od Jolanny z napisem "Garden". Uwielbiam ją! Cały zielnik czekał na stół po pradziadku. Pisałam już kiedyś o nim i w końcu jest! Co najcenniejsze, to w szufladzie znalazłam nie lada gratkę. Pradziadek zapisywał ołówkiem, co któremu dziecku dał : "Helce 5 morgów, Hance krowę, Heńkowi [tutaj już nie odczytałam]". Jest jeszcze trochę kaligraficznych wyrazów, ale nie potrafię ich rozszyfrować. Jak już uruchomię mojego Canona, to zrobię wyraźniejsze zdjęcia.
30 czerwca 2010
Popołudniowa herbatka i pleśniak
Pleśniak, to najbardziej niefotogeniczne ciasto na świecie;). Gdy zobaczyłam je u Olgi wiedziałam jednak, że to będzie mój smak. Lubię takie brzydale. Wszelkie kruche, drożdżowe wypieki nie powalają może swoim wyglądem, ale kojarzą się z domem i miłą atmosferą. Tak było dzisiaj i u mnie. Na pleśniaka zlecieli się sąsiedzi (czytaj- rodzice) i miło nam się gawędziło ze słodyczą w ustach:).
28 maja 2010
Korzystaj z dnia!
Trzeba łapać takie chwile i cieszyć się nimi, ponieważ nie wiadomo, kiedy znów będzie świeciło słońce... Jak patrzę na prognozy na nadchodzący weekend, to dostaję gęsiej skórki... z zimna oczywiście! Ale co tam, w myśl zasady "carpe diem" tak właśnie dziś czyniłam. Na nasłonecznionym tarasie z truskawkowym deserem czułam się prawie jak w egzotycznym kraju. Tak, tak, już wdrażam moje plany w życie, aby każdy dzień, w miarę możliwości zamienić w raj na ziemi;). Pojęcie raju oczywiście jest względne. Dla każdego coś innego! A mnie cieszą drobnostki. To, że otaczają mnie bliscy ludzie, kwiaty, uśmiech sąsiadki, zaproszenie mamy na kawę.I tego Wam życzę, aby drobnostki cieszyły, bo z nich można zbudować wielkie szczęście. Ja w to wierzę i powtarzam sobie mantrę "Jestem szczęśliwa"!:)


22 maja 2010
Poimprezowo
Wczorajsza impreza urodzinowa miała być w całości zorganizowana na powietrzu, przy świecach i winie... Niestety tegoroczny maj nas nie rozpieszcza. Mam dreszcze gdy oglądam zmagania ludzi z żywiołem. A zaczęło się wszystko tydzień temu u nas w Małopolsce...Tym bardziej cenię takie chwile w gronie bliskich i znajomych. Dzisiejszy poimprezowy ranek przywitał nas cudownym słońcem. Błogi ranek przy kawce i fritaccie (daniu popisowym mojego Męża, które muszę Wam kiedyś sprzedać). Nawet dzieci spały o dziwo długo i nocne harce dorosłych nie przerywały im snu.



I po imprezie...12 maja 2010
Tarasowa przekąska

Szybka i prosta przekąska na tarasie? Proszę bardzo - szparagi z masełkiem i migdałami. Dzisiaj piękna pogoda, więc tylko korzystać! Mam nadzieję, że przed nami tylko takie dni. W miniony weekend doprowadziłam balkon do stanu całkowitej używalności. Kwiaty posadziłam, płytki doczyściłam i na sam koniec zepsułam parasol! Zbytnio przyłożyłam się do rozkładania i pękła linka w systemie korbkowym... Zepsuło mi to nastój okrutnie, ponieważ taras jest pod południe i bez ochrony przed słońcem ani rusz. Ale Małżonek Kochany oglądnął i stwierdził, że da się naprawić. Trzymam go za słowo!:)



4 maja 2010
Taras i nadgorliwa pani doktor...
Pierwsza odsłona tarasu. Choć pogoda nie sprzyja pomyślałam, że na rozweselenie, bardziej siebie, trzasnę sobie zdjęcia mojej zielonej oazie. Na razie jest pustawo, ale z doświadczenia zeszłorocznego wiem, że jeszcze będzie busz!

Deszcz pada i pada. Przeziębienie nie opuszcza Milenki i nie obyło się dzisiaj bez wizyty u lekarza. Lekarka dzieci miała dzisiaj urlop, więc chcąc nie chcąc skorzystaliśmy z porady dyżurującej. Tragedia! Takie osoby nie powinny pracować z dziećmi a już na pewno je leczyć. Gadka do dziecka, że już jest na tyle duże, że powinno wiedzieć, że pani chce zaglądnąć tu i ówdzie. Ok, ale wsadzanie paciora o strukturze papieru ściernego na siłę, to chyba i DUŻY by nie zniósł. Przychodzę z przeziębieniem a pani ambitnie zarządza niemalże bilans. Zagląda wszędzie i nie zwraca uwagi na reakcję dziecka. Uważam, że dziecku też należy się prawo do intymności, tym bardziej, że sytuacja nie wymagała TEGO badania. Pytam, czy ta kontrola jest konieczna, a ona, że jest lekarzem i ma prawo zaglądnąć wszędzie. Czy rzeczywiście??? Przecież nie jest lekarką prowadzącą. Po co ta nadgorliwość kosztem mojego dziecka, które jej nie zna? Wiem, że piszę lakonicznie i powierzchownie, ale czy Wy też uważacie, że lekarz może więcej?
9 kwietnia 2010
Przymiarki kolorystyczne
Już drugi tydzień głowię się nad wyglądem tarasu. Szukam inspiracji głównie kolorystycznych. Dzisiaj zakupiłam na próbę taki oto zestaw kwiatów. W ruch poszedł nieużywany serwis kawowy... Docelowo będzie umieszczony w salonie, aby rozweselić wnętrze. Ale dzisiaj tak jest pięknie, że nie mogłam się powstrzymać aby nie wytargać kompozycji na zewnątrz.

18 marca 2010
Idzie nowe...
Nasiona, doniczki, ziemia i do dzieła. Właśnie biorę się za sianie. Nie wiem jaki będzie efekt, bo i skąd? W tamtym roku wysiałam lawendę i nie zobaczyłam jej niestety... Teraz jestem pełna optymizmu. Na pierwszy ogień pójdzie owies, aby do świąt się zazielenił. Następnie zioła i zauroczona poczynaniami Asi z Green Canoe, postanowiłam zasiać na próbę pomidory. Jest jeszcze poziomka... Jak tylko aura pozwoli wyniosę to wszystko na taras, ale na razie jesteśmy w polu z wiosną...
A teraz o skarbach, tych o których nie wiedziałam i te które nabyłam. Powyższe ceramiczne doniczki mam po babci. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jak je odwróciłam okazało się, że pochodzą z nieistniejącej już Fabryki Naczyń Kamionkowych w moim mieście. Poszłam dalej i zaczęłam podnosić inne donice znajdujące się w moim domu i znalazłam jeszcze dwie a dodatkowo ceramiczny kufel i naczynie na smalec:)

Pozostałe skarby upolowałam na Alle.. - szafeczkę apteczną z litografiami ziół i małe podstawki cynowe z porcelanowymi obrazkami przedstawiającymi ptaki i winorośle. Wszystko to zawiśnie w kuchni.


Na koniec pytanie, czy ktoś już je widział??? Najpierw podobno przylatują samce aby wymościć gniazdko dla swojej samicy. Oj idzie nowe, idzie...:)

30 października 2009
Nostalgia
Koniec dobrego! Sprzęty wypoczynkowo-rekreacyjne pochowane i czekają wiosny. To było wyjątkowe miejsce tego lata. Grillowanie, opalanie, degustacja na świeżym powietrzu, za tym wszystkim będę tęsknić. I za spotkaniami z przyjaciółmi przy smażonych kiełbaskach...
Jeszcze liście winorośli do końca nie opadły i tworzą żółciutką dekorację wybijającą się z szarego otoczenia. Chochoły chronią przed przymrozkami funkie i bukszpany, aby gdy nadejdzie wiosny czas, ożyć na nowo.

Subskrybuj:
Posty (Atom)













