14 września 2012

Warszawa - część 3. Ginące zawody







Podczas spacerów po Warszawie przecierałam oczy ze zdziwienia, że  te lokale są ciągle na mapie miasta. Mało tego, one prosperują, klienci wchodzą i wychodzą. Nie do pojęcia w dobie hipermarketów, dyskontów i sieciówek i to w stolicy!  Na ostatnich zdjęciach sklep spożywczy, gdzie głównym punktem są półki z piwem i niezwykły wybór kiełbasek w sklepie mięsnym. Czy tutaj czas się zatrzymał??? Uwielbiam łapać w obiektyw takie miejsca. Dla przypomnienia odsyłam do SPOŻYWCZAKA I ZAKŁADU SZEWSKIEGO

***

Magda podesłała mi malia  z fajnym miejscem na mapie Polski. Muzeum Rzemiosła w Krośnie. Ja muszę go zobaczyć koniecznie!

43 komentarze:

  1. Przydała by mi się pracownia kaletnicza w mojej okolicy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, ten fach choć zapomniany ciągle potrzebny!

      Usuń
  2. Przyjedź do Lublina, mamy takie cuda, że ho, ho...łącznie z repasacją pończoch.
    Ja ostatnio często odwiedzam pewien zakład usługowy na ul. Kowalskiej. Aż nie do uwierzenia ,że tam czas się zatrzymał pięćdziesiąt lat temu. Mam szwankującą maszynę do szycia , więc ja tam podrzucam.Mistrz zna się na maszynach do szycia i pisania, na kaletnictwie itp. itd. Wokół stosy cudnych rupieci. I telefon - czarny , ebonitowy. Gdy kiedyś przy mnie zadzwonił pierwszy raz , aż podskoczyłam i złapałam się za serce. Nie do uwierzenia , że tak zdewastowany aparat jeszcze jest użyteczny. Będę tam w poniedziałek, to może zrobię jakieś zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki telefon i my sobie sprawiliśmy... zaraz po tykającym budziku, doprowadza wszystkich domowników do szału;))) W takim razie Lublin zapisuję na następny wypad rocznicowy!
      Koniecznie zrób zdjęcia i pochwal się!

      Usuń
  3. takie szyldy sa naprawde bajkowe ;) u mnie w miescie tez czasami widuje podobne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to już rzadkość... niestety w oczy biją żółto czerwone billboardy... bleee!

      Usuń
  4. niesamowity klimat...
    dawno czegoś takiego nie widziałam, a moze nie zwróciłam uwagi
    postaram się mieć teraz oczy szerzej otwarte :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak oczy szeroko otwarte to moja dewiza, gdy jestem w nowym miejscu;)

      Usuń
  5. To czego mi tu(FR) brak najbardziej to dobrych i tanich punktow uslugowych.
    jesli tylko jestem w Warszawie , lece pedze do mojego pana Szewca i pana Kaletnika.
    Bardzo doceniam to, ze sa, ze wykonuja swoja robote swietnie, szybko i naprawde niedrogo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katarzyno Polacy chyba słyną z dobrych usług i fachowców. Nam się po prostu chce chcieć! Sąsiedzi zza granic często korzystają z naszych usług. Tanio i solidnie.
      Dziękuję, że jesteś u mnie!

      Usuń
  6. No cudowne zdjęcia!!! myślałam, że to jakieś stare zdjęcia z dawnych czasów.. a tu proszę jaka niespodzianka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogłam własnym oczom uwierzyć!

      Usuń
  7. Na Nowogrodzkiej prawie na rogu z Poznanską.. jest pracownia naprawy parasolek.. Ja jestem pod wrazeniem ze cały czas funkcjonuje w dobie parasolek za 12pln ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie wbrew pozorom w Warszawie jest dużo takich miejsc. Mnóstwo zakładzików ukrytych gdzieś w bramach, podwórkach (sama korzystałam z takiego na Pradze).
    Starzy warszawiacy są bardzo przywiązani do tego typu firemek, a jak się posłucha opowieści sprzedawców na Kole (słynny targ staroci) to masz wrażenie, że przenosisz się do innego świata, choć na samym targu szału nie ma!

    Świetnie uchwycone klimaty Llooko :))

    Uściski przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy jak przeminie to pokolenie starych Warszawiaków, czy te zakłady będą jeszcze istnieć... Na KOło nie dotarłam, za to byłam na Olimpii i bardzo się rozczarowałam - chińszczyzna i śmieci...
      Ściskam Cię kochana Alizee!

      Usuń
  9. O, coś dla mnie. Lubię wyłapywać takie miejscówy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sivka była u Ciebie i podoba mi się bardzo, ale to bardzo!

      Usuń
  10. Ale fajnieeee, u nas tez jest dużo takich zakątków, ale dzieki Twojej notce zwrócę uwagę i zainspiruje siostrę do podobnego reportażu blogowego:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój sąsiad z Polski od lat prowadzi zakład naprawczy wszystkiego. Człowiek to dziwny, ekscentryczny więc. Przechodziłam koło jego zakładu kiedy byłam w Pl na wakacjach i bardzo żałowałam, że nie miałam ze sobą aparatu. Z roku na rok to miejsce jest coraz bardziej z innej planety. Mam nadzieję, że jeszcze będzie za rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich "złotych rączek" kiedyś było więcej, ponieważ rzeczy trzeba było naprawiać. Dzisiaj się nie opłaca, można przecież kupić "chińczyka" za bezcen...

      Usuń
  12. Jak bardzo potrzebne są zawody ginące! Same" magistry "i "dyrektory" nic nie potrafiące zrobić w domu.Ludzie szukają fachowców jak lekarzy a fachowcy przyjdą albo nie przyjdą-ważniaki.W dobie byle jakości potrzebny kaletnik -torbę ze skóry w końcu wyrzuciłam,dobry szewc,dobry krawiec.Ja mam dosyć ręczników ,które mają syntetyczny poliester.....dobra stara jakośc z PRL u mojej baboszki w domu.Poś:)ciel po 30 lat jak nowa z bawełny porządnej, ręczniki w wioszkowe kwiatki ale jakie porządne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanno święte słowa! Każdy chce za biurkiem... Szkoły zawodowe znikają, a firmy pokoleniowe to dzisiaj rzadkość... Niestety!

      Usuń
  13. Spacerując po Krakowie a zwłaszcza po Kazimierzu też mijałam sporo takich miejsc i zastanawiałam się czy nie przeniosłam się w czasie.
    wspaniałe podejście do tematu i jakie ciekawe:) takiej Warszawy nie spodziewałam się zobaczyć. dziękuję za to:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazimierz rzeczywiście jest urokliwy i pełno tam perełek.

      Usuń
  14. Niedaleko mnie był jeszcze jakiś rok temu punkt naprawy i sprzedaży parasolek! Zobaczyłam go przypadkiem idąc po pieczywo do innej piekarni niż zwykle. Byłam w pozytywnym szoku jak zobaczyłam stary szyld :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie punkt naprawy parasolek i kapelusznika zrównano z ziemią wraz ze starą kamienicą, w której się znajdował...

      Usuń
  15. Dziwny czas teraz nastał, wszędobylstwa wszelkiego. Czasami myślę, że PRL był może lepszy. Chociaż ciężko mi się wypowiadać - urodziłam się w 80 więc nie zaznałam go za wiele. Mnie jednak męczy ten pęd, te sklepy załadowane. I chińszczyzna. Nawet słonecznik łuskany z pestki z dyni są z chin.
    Jak dla mnie nie wszystko musi być wypicowane, wymalowane na glanc. W tych małych zakładzikach uwielbiam zapach skóry klejów smarów itp. No bomba. Wielkie dzięki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy PRL był lepszy dla naszych rodziców, ale w nas żyją na pewno sentymenty. Jedno jest pewne dobrych rzemieślników i fachowców jest jak na lekarstwo! Teraz musimy uważnie się przyglądać, co kupujemy a przedtem martwiliśmy się tylko czy kupimy.

      Usuń
  16. Szukam u siebie w mieście kaletnika już ponad tydzień do przerobienia butów do ślubu ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na darmo nazywa się ich ginące zawody...

      Usuń
  17. Polecam Centrum Dziedzictwa Szkła - jak już dotrzesz do Krosna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Krosno muszę odwiedzić na bank! Dziękuję!

      Usuń
  18. Super wycieczka,miło czasem przenieść się w czasie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie czułam, jakbym wehikułem podróżowała:)

      Usuń
  19. Dzień Dobry:) Chyba po raz pierwszy zostawiam komentarz, choć nie są to pierwsze odwiedziny na Twoim blogu.

    Niesamowite ujęcia. Może dlatego, że Warszawę mam na codzień, nie widzę już tych warsztatów, sklepów. Pamiętam jeszcze, jak w Warszawie były małe stanowiska z repasacją pończoch albo rajstop. Jako mała dziewczynka lubiłam się przyglądać sprawnym ruchom "blokowej" repasaczki zaszywającej oczka ...
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak jest, że miasto widziane oczami przybysza zawsze wygląda inaczej, niż oczami mieszkańca...
      Dziękuję za wizytę!:)

      Usuń
  20. Dzień dobry!
    Chciałabym się wytłumaczyć, bo skopiowałam zdj. nr 7 (od góry) na mój komputer. Muszę je komuś pokazać (ale nie bardzo mogę publicznie wytłumaczyć dlaczego). Mam nadzieje, że nie będziesz mi miała za złe? Nigdzie nie będę rozpowszechniała tego zdjęcia (oprócz pokazania 1 osobie). Chciałam najpierw napisać e-maila, ale nie mogę na stronie znaleźć adresu:-(

    OdpowiedzUsuń
  21. Całe szczęście,że są jeszcze takie małe sklepiki, warsztaty, punkty usługowe.Pewnie ciągną swój biznesik resztkami energii.Bronią się przed duszącą siłą hiper-super marketów,galerii z dobrem wszelakiej maści,ogłupiającą reklamą.
    Z tego miejsca pozdrawiam mojego szewca, pana stolarza, Panią Kasię z małego sklepiku,który kończy żywot w pażdzierniku za sprawą 126544222378234980319218027-ej Biedronki.............
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiesz,np.zdjęcie z naprawą maszyn,akurat tu jest jedyny znany mi fachowiec naprawiający stare singery....
    a kaletnik,cholewkarz czy szewc,tak Ci mają problemy,brak miejsca na rynku,utrzymają się ci co trafiają w niszę,np.nietypowe obuwie.
    Swoją drogą cudowne,nostalgiczne zdjęcia...wiesz czego brak dla podkreślenia klimatu?
    Zdjęć z Różyckiego,choć on właśnie się zmienia..
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie muszę wrócić na Pragę i zgłębić jej historię. Z tego co widzę, to każda ulica ma swoją niemalże indywidualną historię. Ta dzielnica jest niesamowita.
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń