22 lutego 2015

{Poobiednie kadry}

Jeszcze piekarnik trzyma ciepło, zmywarka miele talerze, dzieci z tatą na lodach, a ja już dzisiaj nic nie muszę. Mogę tylko cieszyć się  chwilą wytchnienia i układać plany na nadchodzący tydzień. Rozkładam się przy kuchennym okrągłym stole ze swoimi ołówkami i notesem i mam chwilę, aby usłyszeć własne myśli. W ostatnim czasie nie jest to łatwe, ponieważ moja Mila postanowiła zostać pisarką;)))  Ale nie taką "zwyczajną, tylko wielką!" Wydarzenia z mijającego dnia spisuje w swoim sekretniku i bardzo  lubi się dzielić swoją twórczością ze słuchaczami, czyli nie jest to taki do końca sekretnik... Oryginał na zdjęciu pokazuje, że nad ortografią nasza przyszła noblistka musi jeszcze popracować, chyba że będzie miała swojego ghostwritera;)

Do szczęścia brakuje mi tylko filiżanki kawy. O już ją będę miała, ponieważ Gero wrócił z dziećmi i zaczyna kokosić się w kąciku kawowym:) No nie można mieć wszystkiego...

P.S. Na pierwszym zdjęciu ujęłam moją "pamiątkę z gór" - bukiet ze szczotek. Natrafiłam na nie w Bukowinie Tatrzańskiej, a raczej Gero je wypatrzył i wskazał pod właściwy adres;) Jak On wie, czym mnie zadowolić:DDD


19 lutego 2015

{Uratujmy Podhale!}

{JURGÓW}

{BUKOWINA TATRZAŃSKA}

{ZAKOPANE}

Na Podhalu spędziliśmy 4 piękne, słoneczne dni. Zakotwiczyliśmy w spiskiej wsi - Jurgów, która swą skromną zabudową i autentycznością bardzo nas mile zaskoczyła. Mimo mroźnego popołudnia wyruszyliśmy na zwiady w poszukiwaniu lokalnych klimatów. Drewniane zagrody sprawiały wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał. Żywego ducha! Tylko wszechobecne psy dawały nam znać, że wkroczyliśmy nie  na swój teren... W środku wsi, z otwartymi na oścież drzwiami, stała niby-kapliczka. Kryła w sobie wystawę fotograficzną ilustrującą historię Jurgowa. Wchodzimy, zaświecamy sobie światło, oglądamy, a po zakończeniu gasimy światło... Za zimno pewnie, by ktoś pilnował... 
Na drugi dzień zaplanowaliśmy sobie spacer po Bukowinie Tatrzańskiej. Ponieważ mam słabość do "stylu zakopiańskiego" w architekturze, nie mogłam się doczekać tego, co zaofiaruje mi Bukowina. No cóż... Niewiele już zostało do oglądania. Zabite dechami okna, podparte budkami z "pamiątkami" ściany walących się domów... Te, które nadają się do zamieszkania, obwieszone są pstrokatymi reklamami. Matko! Ile ja się nagimnastykowałam, aby wykadrować jakąś chałupę bez bilboardów... Tragedia!!! Dlaczego Podhale jest tak oszpecone? Czy wszechobecny kicz i pstrokacizna już na zawsze będą mi się kojarzyć z podtatrzańskimi miejscowościami? Dlaczego na wschodzie Polski, na takim Roztoczu ludzie szanują swoją spuściznę? Dlaczego tam ratuje się drewniane domy i robi z nich atrakcje turystyczne, a na Podhalu się nie da??? 
Ostatni dzień i ostatnia nadzieja... Czy Zakopane mnie mile zaskoczy?  Wkraczamy na Krupówki i ... czym prędzej uciekamy!!!  Czy ja jestem w galerii handlowej z widokiem na Tatry? Po co mi to Zakopane? Wolę mały Jurgów i jego jeszcze ledwie tlącą się autentyczność. 

Może Wy macie inne spostrzeżenia? Może ja coś przeoczyłam?

2 lutego 2015

{Zimowe harce w zaśnieżonej Zielonej}

Niedziela rano w Zielonej/Ośnieżonej... Śniadanie zjedzone, koszyk na piknik przygotowany, wory z sianem zapakowane po sam dach samochodu, więc możemy jechać na naszą "Górę Śmierci". Waruneczki do ślizgów są idealne! Brzuchy bolą nas od śmiechu, a nogi od wychodzenia pod górę. Nasze harce szybko roznoszą się po wsi, ponieważ po kilkudziesięciu minutach na stoku mamy towarzystwo. Zjechało się więcej amatorów zimowych zabaw, ale nam to nie przeszkadza, bo my jesteśmy bezkonkurencyjni na naszych worach. Robimy pociąg z 6 osób i lądujemy pod powalonym drzewem... Bez większych strat wyczołgujemy się spod konarów, a spodnie mamy mokre, nie koniecznie od śniegu;)))

Dobrego tygodnia życzę !!!

27 stycznia 2015

{Niedobór witaminy S}

Cierpię na permanentny brak wit. S. Brak S-nu, S-łońca, S-portu, S-amodyscypliny, S-iły woli... Tych eSesk znalazłoby się jeszcze wiele... Czuję zmęczenie materiału i brak zadowolenia z siebie. Aby nie myśleć o "głupotach" wpadłam w wir szycia. Maszyna aż podskakiwała z radości, ale podskoczyła za wysoko i wyzionęła ducha... Jakie epitety leciały, to lepiej nie mówić! I jak tu zwalczać S-mutasy ciężką pracą? No jak? Jutro zadzwonię do mojego "serwisanta". Dlaczego mojego? Jak w tamtym roku maszyna szwankowała, to zadzwoniłam na numer widniejący w książce gwarancyjnej i trafiłam na super gościa, który krok po kroczku (przez telefon) sprawdzał, co mojej maszynie jest. Anielska cierpliwość pana serwisanta do kobiety, która nie rozróżnia pierścienia, ani bębenka, nie miała sobie równych. Wprowadził maszynę w świat żywych i uchronił mnie od kosztów i braku sprzętu. Na koniec przedstawił się : "Nazywam się Zbigniew W. i odtąd będę prowadził Pani maszynę";D No nic, trzeba zadzwonić;)
***
A na powyższych zdjęciach kilka migawek z rana. Ten dzień zapowiadał się naprawdę nieźle...


25 stycznia 2015

{Kolekcja na 2015}

Cały tydzień czekałam, aż nastanie jasność! Dzisiaj , za sprawą śnieżnej poświaty udało mi się wreszcie utrwalić moje ostatnie prace. Cała kolekcja jak widzicie jest utrzymana w bardzo "rozmytych" kolorach. Naturalny kolor drewna, bawełniane koronki, i "łączki", które tak ostatnio pokochałam. Wszystko lekkie i subtelne. Tak widzę nadchodzący sezon. Nad całością czuwają nowe "łapacze snów", które przez swoją transparentność nie narzucają się, tylko są tłem codzienności. Wyciszamy otoczenie swoje i naszych pociech. Gdy z zewnątrz bombardują nas krzykliwymi bilboardami i  spotami reklamowymi, otoczmy się łagodnością i naturą!