19 listopada 2009

Dzień Pluszowego Misia w "Bajecznej Fabryce"!!!


25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia, a jako że bajkopisarki z Bajecznej Fabryki znają doskonale takie święta, zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w naszym pierwszym KONKURSIE (zarówno dla Waszych Pociech jak i dla Was samych!!!)

Gwarantujemy baaaaardzo ciekawe NAGRODY!!! :)

Zasady i szczegóły konkursu dostępne na
BAJECZNEJ FABRYCE!
Zapraszamy do wspólnej zabawy!!!!!! :)

16 listopada 2009

Okienne historie

To nie przykład malarstwa iluzorycznego, tylko złudzenie optyczne. Okno na parterze remontowanego budynku przysłaniała warstwa tynku i kurzu. Przechodząc obok, nie mogłam się oprzeć temu widokowi. Ustawiłam się pięknie do kadrowania (zresztą trochę mnie widać:) i zdążyłam zaledwie musnąć spust, gdy poczułam dziwne wrażenie, że nie jestem sama. Moje przysłonięte dotąd oko ujrzało nagle pana stojącego w drzwiach na przeciwko, z założonymi rękami. Wpatrywał się we mnie centralnie, z lekka przytupując nóżką. Ups..., założyłam zaślepkę na obiektyw i poszłam dalej tropić "zwykłe-niezwykłe".


15 listopada 2009

Pokój dzienny, krok za krokiem


Salon przeszedł totalną metamorfozę. "Karmazynowy przypływ" (soczysta czerwień) został misternie przykryty nowym kolorem. Przyznam szczerze, że moje długie szperanie we wzornikach kolorystycznych skończyło się fiaskiem. Miało być bardziej wyraziście, a wyszło mdło i z deka nijako. Komentarz: "wygląda jak zagruntowana ściana" mówi wszystko;) Jest jednak podstawowy plus - mianowicie wreszcie stała się jasność!






W samym rogu jest miejsce na lampę na drewnianym statywie. Czekam tylko, aż trafi mi się jakaś gratka...

13 listopada 2009

Lnianych fascynacji ciąg dalszy...

Mojej fascynacji lnem dałam już wyraz nie raz:). Dawno miałam w planach zrobić lniane ozdoby, nazwijmy je zimowymi, bo na świąteczne mam nieco inny pomysł. Zauważyłam też, że śnieżynki, to bardzo modny w tym sezonie motyw:) Swoją wersję śnieżynek pokazała niedawno Paula i Małgośka. Mam jeszcze niezły kawałek zgrzebnej tkaniny i nowy pomysł. Oby mi nie przeszedł entuzjazm!


W tym samym klimacie, okazały się być ozdoby na korytarzu. Honory pełni korona od Dagmary, świecznik i liczydła zakupione na pchlim targu.


Sposób na mnie i upominki!

Eliza pisała, jak próżną i złaknioną komplementów jest kobieta. A jeśli dodamy do tego , że nie podarunku złakniona, a bycia obdarowywaną, to co byście na to powiedziały?
Nie ma materialnego wymiaru to, co od Was moje miłe otrzymuję! W taki szary, ponury, przesiąknięty choróbskami dzień, przesyłacie promyki słońca! Pierwszy o którym napiszę, to ten z gorącej jak wulkan Kuby upominek! Wygrałam go u Szewczykany i jestem prze szczęśliwa! Popatrzcie zresztą same. Feria barw, którą prezentuje mini "Kubanka", potrafi rozweselić najbardziej słotny dzień. Dziękuję Anno!



Ciąg dalszy promyków...

od Dagmary , naszej Zaklinaczki, dostałam cudne wyróżnienie, pięknie umotywowane:)
Pragnę je przekazać Oli, Agutkowi, Peggy, Izie, Enchocolate i Szewczykanie
bo mam do nich ogromny sentyment:)


od Ani, z aromatycznego i pełnego niezwykle barwnych obrazów z podróży- blogu "...cynamonowo - jaśminowo..." otrzymałam :
Tym wyróżnieniem już obdarowywałam, więc przejdę dalej:)

I wreszcie przepiękne wyróżnienie, stworzone przez Magdalenę , a otrzymane, od niezrównanej Elle
Pragnę go przekazać Icie, Li, Alizee, Dagmarze, Elizie i Alewe,
bo zdolne z nich bestie!!!

9 listopada 2009

Krótka relacja

Jakże ciężko dziś było dzieciaczkom wstać do przedszkola. Pełni wrażeń po imprezie urodzinowej nie mogli się dzisiaj wybudzić. Po całym wydarzeniu pozostały tylko ozdoby...


i tortów wspomnienie...


5 listopada 2009

Melancholia


Szarość dnia
Płaczące niebo
Bezlistne drzewa
Twarze bez uśmiechu
Ludzka zuchwałość

i moje na to przyzwolenie...

Miało być dzisiaj bardziej radośnie i "świetliście", bo chciałam Wam od dawna pokazać kolekcje lamp naftowych mojej mamy. Co też i czynię, ale poranna wyprawa na miasto nie nastroiła mnie optymistycznie. Dwa przypadki ludzkiej nieprzyzwoitości i zuchwalstwa. I w dodatku brak mojej stanowczej reakcji na nie... Ten dzień nie zaczął się dobrze. Może jakieś światełko w tunelu...?


Postaram się w najbliższym czasie zaprezentować zbiór, bo tak już można powiedzieć, starych żelazek. Moja mama miała kiedyś na ich punkcie fioła. Ale ostatnio, coś przystopowała:) Ogólnie mówiąc zapowiadam cykl "Po sąsiedzku":). Sąsiedzi (czytaj- moi rodzice) nazbierali trochę tych klamotów, ale nie mają należytej oprawy. A szkoda. Czy macie jakieś pomysły na wyeksponownie starych żelazek?

3 listopada 2009

Od projektu...

Zamiłowanie Mili do domków trwa. Wczoraj powstał bardzo ekspresyjny projekt domu. Nie wiem czy wymarzonego, ale postanowiłam iść tropem i zabawić się w wykonawcę. Wyciągnęłam gałganki w dobrze już Wam znanej kolorystyce i tak w sekund 5 powstała podusia-domek. Wszelkie krzywizny zamierzone;););) i"prawie" wiernie odzwierciedlone.
Niedługo pokażę "prawdziwy" domek dla lali, który zakupiliśmy Mi na urodziny. Jest cały ze sklejki i posiada pełne umeblowanie. Oj będzie się działo.


2 listopada 2009

Cytrynowe risotto z pistacjami

3 szkl. bulionu warzywnego
1/2 szkl. białego wytrawnego wina
1łyżka masła
2 łyżki oliwy z oliwek
1 szkl. ryżu
1 średnia posiekana cebula
1/2 szkl posiekanych pistacji
skórka cytrynowa otarta z 1 cytryny
1 łyżeczka suszonego tymianku

Przygotować bulion. W dużym rondlu rozgrzać masło z oliwą. Podsmażyć cebulę i dodać ryż. Ciągle mieszać, aby ryż się nie przypalił, tylko dokładnie pokrył oliwą i lekko podprażył. Dodać wino i chwilę odparować. Następnie dodać tyle bulionu aby lekko zakrył ryż. Zmniejszyć ogień i dolewać po trochę bulionu w miarę wchłaniania. Gdy ryż będzie już lekko kleisty i miękki, to znaczy, że czas na dodanie skórki cytrynowej, pistacji i tymianku.
Smacznego!

1 listopada 2009

Ku pamięci...

Te zdjęcia powstały 6 lat temu na naszym stareńkim cmentarzu. Byłam w zaawansowanej ciąży z Wiktorkiem, z naszym cudem wyczekanym. Czekaliśmy na niego 5 dłuuugich lat, bez nadziei, że jeszcze nam się uda... I tak musiał KTOŚ zrobić dla niego miejsce na ziemskim padole...
Po smutku przyszła długo oczekiwana radość... Zadumajmy się dziś na chwilę...



30 października 2009

Nostalgia

Koniec dobrego! Sprzęty wypoczynkowo-rekreacyjne pochowane i czekają wiosny. To było wyjątkowe miejsce tego lata. Grillowanie, opalanie, degustacja na świeżym powietrzu, za tym wszystkim będę tęsknić. I za spotkaniami z przyjaciółmi przy smażonych kiełbaskach...

Jeszcze liście winorośli do końca nie opadły i tworzą żółciutką dekorację wybijającą się z szarego otoczenia. Chochoły chronią przed przymrozkami funkie i bukszpany, aby gdy nadejdzie wiosny czas, ożyć na nowo.



Jak miło mi się zrobiło, gdy ją ujrzałam. Sikoreczka mała do mnie przyleciała. Czaiłam na nią, ale dopiero skusiła się przysiąść na ułamek sekundy, gdy przygotowałam małą przynętę:) Zdjęcie nieostre, bo i modelka niecierpliwa była. Ale czyż nie wpasowała się kolorystycznie?

28 października 2009

3 urodziny Milenki !!!

Na okoliczność obchodzonych tradycyjnie w przedszkolu urodzin, postanowiłyśmy zamiast cukierów, przynieść własnoręcznie upieczone kruche ciasteczka. Na prawdziwy tort i prezenty przyjdzie Milence jeszcze poczekać, ponieważ 15 listopada 6 lat skończy Wiktorek. I jak co roku będzie wspólna impreza!!!


27 października 2009

Konsekwentnym być... i cudowna wygrana!

Podobno ludzie mają głęboko zakorzenioną skłonność do konsekwentnego zachowania w myślach, słowach i czynach. Wszelkie ludzkie działania rozbijają się na dwa kroki : założenie określonego celu oraz jego realizację. Gdy tak analizuję swoje decyzje, to zauważam, że daleko im do ideału w sprawie realizacji.

Po pierwsze
Zbliża się koniec roku, a moje postanowienia noworoczne zrealizowane w 50 % - to i tak nieźle!
Po drugie
Konsekwencja w wychowywaniu dzieci. Tu akurat wydaje się, że rezultat niezły, choć młodszy potomek okazał się dosyć oporny;)
Po trzecie
Miałam narzucić sobie rytuał dnia - klęska!
Po czwarte
Zapisuję skrzętnie swoje pomysły i kreślę plany, aby później i tak wybrać inne rozwiązanie!

I tak efektem mojej niekonsekwencji jest zarysowujący się salon. Miało być kolonialnie a nie jest. Miało być bardziej szaro, a jest bardziej rudo. Miało być mniej bibelotów, a jest duuużo!
Ale są też plusy! Krzesło reżyserskie (widoczne na 1 zdj.) udało mi oczyścić i zabejcować, co przy moim podejściu do tematu jest nie lada wyczynem! Teraz czeka na nowe siedzisko i oparcie, bo stare jest w takim stanie, jakbym to ja siedziała na nim na " Patriocie" . Nie znoszę przesłodzonego patosu w filmie i fanfarycznej muzyki narzucającej podniosły nastrój, którego ni jak nie można się doszukać! Po raz pierwszy zdarzyło mi się głośno skomentować film w kinie! Co do w/w obrazu, to moje subiektywne odczucie !
No nie, miało być optymistycznie i dałam się ponieść emocjom;)
Aleee...

TAK! Wreszcie coś miłego mnie spotkało! Wygrałam cudowną papeterię z czerpanego papieru od Drogiej PEEGY! Dziękuję za list i piękne słowa. Mam nadzieję, że pokonam mój brak konsekwencji i zacznę pisać tradycyjne listy!



Przy okazji pragnę podziękować za cudowne wyróżnienia, które od Was dostałam!!!
DZIĘKUJĘ!!!

19 października 2009

Brygada remontowa.


Tu trwają prace remontowe nad salonem! Każda para rąk do pomocy potrzebna;) Dzieci nie mogły się doczekać malowania równie mocno jak ja. Ale wszystko jest już na najlepszej drodze. Pierwszy punkt, to zamalowanie ognistych kolorów, aby nowe barwy w pełni mogły zagościć na "salonach". Ciekawa jestem, czy mój projekt będzie miał odbicie w rzeczywistości.

Malowanie, to dopiero wierzchołek góry lodowej... Największy problem mamy z lampami. Do tej pory (przez ok 8 lat) wisiały lampy zrobione przez mojego męża. Kochanie moje stwierdziło, że ich czas już minął i że za nic w świecie ich znów nie powiesi... No cóż żarówki, świetlówki, takie ładne teraz robią, to będą sobie wisiały, aż czegoś nie znajdziemy.




Pozdrawiam Was znad foliowych worów!

16 października 2009

Grzeję piekarnik!


I jak miałam się oprzeć, kiedy autorka blogu Smak Imprezy zachwalała, że taki prosty, że każdemu się udaje i że trzeba się bardzo starać, żeby się nie udał... Choć osobiście wolę chleby żytnie, razowe i przeplatane wszelakimi ziarnami, ta propozycja wydała mi się bardzo interesująca.

Rozmarynowy chleb z ziemniakami, bo o nim mowa, udał się całkiem całkiem... Pożałowałam mu soli i jest trochę mało wyrazisty, ale kiedy okrasimy go dodatkami, to niebo! Jeśli nie skonsumujemy go szybko, to wykorzystam go do brunschetty. Ostatnio mam na jej punkcie fioła!

Coś nie mogę się odciągnąć od piekarnika... Niestety pieczywo zawsze szło mi w boczki. Aby ratować sytuację i tak już beznadziejną, zaczęłam się katować na rowerku stacjonarnym... Skończyło się na okropnym bólu kręgosłupa! Przez kilka dni chodziłam zgięta w znak <>


14 października 2009

Późne śniadanie



Załamanie pogody spowodowało, że moje starsze dziecię ugrzęzło w domku. Jeszcze niedawno siedział ze złamaną rączką, a teraz znów coś się przyplątało... Och życie! Dla poprawy samopoczucia postanowiliśmy coś razem upiec. I tak wzięliśmy na warsztat bułeczko-ciasteczka Scones z musli i miodem. Propozycja w sam raz na taki śnieżny, zimny ranek. Przepis zaczerpnęłam z Moich wypieków. Najlepiej smakowały z masłem i miodem, ale znaleźli się też smakosze, co maczali je w mleku:) Pięknie pachną miodem i cynamonem, trochę jak pierniki, ale są zdecydowanie mniej słodkie.
Pod koniec dnia Wiktorek oznajmił - "Wiesz mamo fajny był dzisiaj dzień"! Uwielbiam te jego dziecięce sentymenty... Serce od razu topnieje i człowiek wie dla kogo żyje.

W takie dni to tylko włączyć piekarnik i coś smakowitego upiec, aby po całym domu roznosił się zapach pieczonego ciasta. Mam też nie lada patent, jeśli nie mam ochoty piec, do nagrzanego piekarnika wkładam foremkę z wodą i olejkiem migdałowym lub waniliowym ... i klimat ogniska domowego jak znalazł:) Polecam ten trik dla zapracowanych!

Bajeczna fabryka

Już za chwilę, już za chwileczkę zaczynamy bajkopisanie. Bajki rymowanki, bajki opowiadanki, bajki rysowanki... do wspólnej zabawy zapraszamy! Odnajdźmy w sobie choć na chwilkę małe dziecko i posmakujmy magicznego świata bajek.

Może coś w Was siedzi głęboko nieodkryte i pragnie się z nami podzielić? Zapraszamy do "BAJECZNEJ FABRYKI" ! To wspólny blog "bajecznych sióstr", do których mam zaszczyt należeć. Chcemy stworzyć coś wspólnie dla naszych dzieci i aby one były nie tylko odbiorcami ale i współtwórcami. Kredki w dłoń dzieciaczki!



"No więc już zacznijmy
Opowiadaj mamo!
Chcę tą bajkę poznać
Zanim przyjdzie rano

Zamknij oczy
Wycisz myśli
Niechże bajka
Dziś się przyśni..."



Nawet moje dziecko uaktywniło się twórczo:)
Autor: Wiktorek niecałe 6 lat:)

Wasza Llooka, co wiecznie czegoś szuka:)
Tutaj też ok 6 lat:) Tak mi się wydaje...

12 października 2009

Lniany jesienny wieniec


Na blogach królują niepodzielnie wianki! Mistrzynią w tej dziedzinie niewątpliwie jest Eliza, którą serdecznie pozdrawiam! Nie powiem, liczyłam po cichu na to candy u niej, ale cóż... Na otarcie łez zrobiłam sobie wianek gałgankowy. Wykorzystując technikę, jaką stosowałam przy kwiatuszkach, zrobiłam listeczki i z 3 wypchanych tuneli uplotłam warkocz. Efekt zresztą widać na załączonych obrazkach:) Jego miejsce jest na wezgłowiu łóżka, ale podejrzewam, że pogonię z nim trochę po sypialni.
Lubię len za jego naturalną szorstkość, za splot, i za to, że tak cudnie się mnie. O zaletach tego najstarszego włókna na świecie można by długo prawić. Bo cóż może być piękniejszego niż lniana konfekcja stołowa, która mimo swej zgrzebności i prostoty jest niezwykle elegancka.




8 października 2009

reklama w stylu retro


Pamiętam jak robiłam to zdjęcie, to przypomniały mi się inne reklamy na budynkach w okresie PRL-u. Zachęty do oszczędzania w SKO, PKO, kupowania w SPOŁEM, BALTONIE, PEWEXIE... W Krakowie, jeśli się nie mylę, do dzisiaj istnieje reklama "Milaculum" na jednej ze starych kamienic (przynajmniej jeszcze 2-3 lata temu ją widziałam).

Murale , bo taką nazwą określa się tego typu malowidła ścienne o charakterze propagandowym są dzisiaj na wyginięciu. A szkoda, bo w dobie mody na retro mogą stanowić nie lada gratkę dla amatorów tego trendu. Moje zdjęcia powstały w Poznaniu, ale najwięcej jest ich podobno w Łodzi, gdzie nastała swoista moda na ratowanie murali. Organizowane są nawet wycieczki ich szlakiem. Szkoda, że będąc w Łodzi rok temu nie wpadły mi w oko.

Miałam taki plan, że reklama koncentratu posłuży mi za etykietkę do moich przetworów. Nie wiem czemu umknęła mi ta myśl i te zdjęcia, gdy powstawał post o pomidorach. Dzisiejsze dywagacje można więc potraktować jako suplement do "Addio pomidory":)

.

5 października 2009

Miód na me serce...



Z przyjaźnią sprawa nie jest taka prosta. Buduje się ją z ziarenka, by powoli pielęgnowana urosła na coś wyjątkowego. Niekiedy naszą "roślinką" targały burze, ktoś próbował na niej usiąść lub zdeptać. Ale jest, przetrwała! Ma solidne korzenie i wierzę w jej siłę. Więcej nic nie napiszę, by nie być zbyt tkliwa. Lepiej coś nie dopowiedzieć, niż rzec za dużo.
Ktoś kiedyś nam zarzucił, że siedzimy koło siebie i milczymy. "Wy takie przyjaciółki i nie macie sobie nic do powiedzenia?" A jakże, nie raz nam się to zdarzyło. Spędzić z kimś dłuższy czas w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym skrępowania, to prawdziwa sztuka. Nie musimy nazywać rzeczy po imieniu, one po prostu są i czujemy ich obecność.
Wspólne myśli, jednakowe pomysły, wspomnienia, które przychodziły w tym samym momencie. Zdarzyło Wam się to kiedyś?
Jeśli ktoś nas dobrze zna i umie czytać nasze potrzeby, wie jak nam zrobić przyjemność, sprawić radość. A tytułowym "miodem na me serce" są podarunki od mojej A. Tkanina z wydrukowanym wzorem ( widoczna na pierwszym zdjęciu) już się wyszywa i będzie z niej podusia do sypialni. I przepiękny gliniany garnek (ten z 2 zdj.)... Mógłby służyć do przechowywania miodu, ale trochę za duży. Jest żaroodporny, więc jakaś zupa fasolowa lub kapuśniak nieźle by się w nim prezentowały. Na co dzień będzie mi jednak służył do przechowywania czosnku i cebuli. To nie pierwszy tak oryginalny prezent. Pamiętacie moje stempelki?
Dziękuję Kochana!!!





Kto zgadnie skąd pochodzą powyższe zdjęcia???