CHCESZ WYKORZYSTAĆ MÓJ POMYSŁ? ZAPYTAJ PROSZĘ! SZANUJMY SWOJĄ PRACĘ! NIE KOPIUJ!

23 lutego 2012

Kąpiel w bali WIECZÓR

Kąpiel w bali to była wspaniała frajda nie tylko dla dzieci. Nie chciały z niej wychodzić. Przy okazji wchodzenia do wody, przypomniało mi się prawo Archimedesa i jednym tchem wyrecytowałam je dzieciom, to jedyna regułka, którą pamiętam z fizyki;))) Tym samym miałam przechlapane, ponieważ tak im się ta "rymowanka" spodobała, ze męczyły mnie co rusz, "mamuś powiedz jeszcze raz";) Także obok przyjemności była i nauka:)

Uciekam moje Drogie do knajpki, zapić smutasy, ponieważ moje misterne plany poszły się rypać i muszę odreagować w miłym towarzystwie. Wiedziałyście, że wino, to najlepszy terapeuta? To cytat z filmu "jedz, módl się i kochaj". Lecęęę...

21 lutego 2012

Ferie w Zielonej Chatce DZIEŃ i WIECZÓR

I już za nami 5 dniowy pobyt w Zielonej Chatce. Muszę przyznać, że był bardzo aktywny i bogaty w wydarzenia. Dopiero w piątek rozebraliśmy choinkę i z izby zniknęły świąteczne ozdoby. Mam nadzieję, że niedługo schowam też stare sanki i poduszki z rogaczami zamienię na pastelki. Ale tymczasem cieszyliśmy się z zimy...




Mieliśmy dużo szczęścia, że przy dodatnich temperaturach śnieg nie stopniał do końca i w ruch poszło lepienie bałwanów ( w tym jednego giganta), Garo ulepił igloo i tak się w tą budowę zaangażował, że sprawiał wrażenie, jakby stawiał swój pierwszy dom w życiu;))). Ale śnieżna budowla została ukończona i nawet w jej środku odbywała się biesiada przy herbatce. Wielkim hitem okazały się ślizgi na workach wypchanych sianem. Niech schowają się wszystkie sanki! Dzieci zjeżdżały za Chatką wprost pod okno kuchenne, które nie zamykało się. Serwowałam przegryzki ( również w postaci macy pieczonej na blasze) i ciepłe napoje:)




Dzisiaj rano przez okno w ganku przyświecało takie cudne słońce, że nie mogliśmy się oprzeć, aby nie zjeść pożegnalnego śniadania na zewnątrz.



Cappuccino robione w kawiarce i spieniaczu smakowało wybornie na świeżym powietrzu i muszę Wam powiedzieć, że dzisiaj czuć było wiosnę w powietrzu!


P.S. Zapomniałam pokazać Wam jeszcze mój drewniany wieszak, który przez cały pobyt nie próżnował. Przemoczone do suchej nitki ubrania suszyliśmy właśnie na nim. Sprawdził się idealnie. Niedługo pokażę wieczorną odsłonę Chatki i kąpiel w bali:) Zapraszam!


16 lutego 2012

Pastelki i przybornik

Jutro uciekamy na kilka dni do chatki, w końcu mamy ferie. Uporaliśmy się z choróbskami i mamy nadzieję, że nic nas już nie dosięgnie. Planuję jadłospis i atrakcje na kolejne dni. Dzisiaj ma przyjechać do nas stara balia mojej babci, oj będą kąpiele! Ponadto w planie jest ognisko z pieczeniem kiełbasy, oraz ślizgi na workach. Dużo planów, oby tylko się zrealizowały. Na okoliczność wyjazdu uszyłam Mili przybornik na kredki i zeszyty. Już wiem, że nie będzie to ostatni, sama mam chętkę na lniany ozdobiony bawełnianymi koronkami.



Ponadto już myślę o wiośnie;) Dlatego powstały nowe podusie w kolorach miętowo-turkusowych, oraz nowość - podusia MUFFIN:)



10 lutego 2012

ATELIER

ATELIER uważam za ukończone. Trwało to trochę, ponieważ po rozrysowaniu projektu, szukałam poszczególnych części do momentu, aż będą odpowiadać ogólnie przyjętej wizji. Najpierw stół. Miałam zamówić u stolarza, ale coś mnie tknęło, aby poszperać i tak trafiłam na ławo-stół, rozkładany i podnoszony na korbkę. Zapłaciłam za niego 150 zł + 4 darmowe krzesła + okrągły stoliczek. Interes ubiłam przez telefon, tylko trzeba było po to jeszcze pojechać. Tutaj na medal spisał się mój kochany Gero, który po raz kolejny spełnia me zachcianki:))). Półki to też jego dzieło. Ciął, szlifował, w największe mrozy, bo ja już byłam niecierpliwa...



Ramki kupiłam hurtem. Jedna z nich posłużyła za mood-board. Inspiracje będą się oczywiście zmieniać.
A napis ATELIER? To znów spełnienie mej zachcianki. Tutaj rewelacyjnie spisała się Al. Jestem zachwycona jej pracami i pozostaję wielką fanką!

I kolejny detal - l a m p a! Jak ją zobaczyłam to aż tupałam nóżkami z radości. Musiałam ją mieć! Gdy przyszła, Mila z zaciekawieniem zerkała do pudła i przyglądając się lampie zapytała: Mamuś, czy o takiej marzyłaś? Rozbroiła mnie dziecina zupełnie:))) Tak o takiej marzyłam!




A tutaj moja skromna osoba mości się w nowym miejscu...




Miłego końca tygodnia Wam życzę!

2 lutego 2012

Retro cytrynka

Dzisiaj mam w domu prawdziwą aromaterapię. Na buchających kaloryferach porozkładałam miseczki z wodą i olejkiem pomarańczowym. Trzeba trochę nawilżyć powietrze, ponieważ mój alergiczny nochal zaczyna mi coraz bardziej doskwierać. Cytrusy także w kuchni. Z racji tego, że likieru orzechowego zostało nam już centymetr na dnie karafki, postanowiłam zrobić likier cytrynowy. Z kilograma cytryn obrałam cieniutko skórkę (bez białych części) i zalałam litrem spirytusu. Wielki słój wstawiłam do ciemnej garderoby i oby do wiosny;)
P.S. Po 30 dniach zrobić syrop cukrowy (1,5 litra wody zagotować z 0,50 kg cukru). Ostudzić i połączyć z odsączonym wywarem spirytusowym. I teraz czekać do wiosny;)

A tak w ogóle, to już wiem, że żółty kolor będzie u mnie królował na wiosnę! Mam wielką chętkę pomalować 4 krzesło w kuchni właśnie na cytrynowo. Niech się dzieje!

POZDRAWIAM WAS GORĄCO!