30 lipca 2014

Córka mojej przyjaciółki, jest przyjaciółką mojej córki...

Dziewczynki 6 lat temu:)
To zupełny przypadek (a może i nie;), że ja i moja najbliższa przyjaciółka mamy córki z jednego roku. Moja Mila jest pół roku młodsza od Mai, ale teraz nie robi to różnicy. Dzieli je nie tylko pół roku, ale i ponad 30 km... ale tylko to je dzieli! Poza tym mam wrażenie, że się uwielbiają! Nadają na tych samych falach, mają podobne zainteresowania i co najważniejsze świetnie się dogadują! Nazywam je eMeMki, bo obydwie imiona mają na "M". Ostatnio powstała letnia sesja dziewczynek z udziałem (czynnym) moich poduszkowych gitar. Ciekawa jestem, czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu...

17 lipca 2014

Dary morza

W rybach i owocach morza zakochaliśmy się do tego stopnia, że rozważaliśmy przewiezienie do Polski ośmiorniczek w lodówce turystycznej. Szybko zrezygnowaliśmy, bojąc się rozmrożenia i konsekwencji z tego wynikających;) Za to na miejscu, prawie codziennie Gero gnał do portu lub na targ rybny. Kalmary, krewetki, langustynki, ośmiorniczki... szaleństwo na całego! Sprawianie nie należało do najprzyjemniejszych, dlatego pozostawiłam to męskim dłoniom;) Szybko okazało się, że Mila uwielbia asystować tacie przy obróbce owoców morza... Nie ruszał ją ten widok wcale, choć nic do ust nie wzięła;) Zaprzestała na rybach, które z kolei zjadała w ilościach ponad rozsądnych. Więcej dla nas;) 
Pichciliśmy sami, ale też smakowaliśmy darów morza w restauracjach. W Stonie (królestwie ostryg), po raz pierwszy spróbowałam małży. No cóż... taki lekko zakwaszony grzybek;))) Niezły, ale i tak nr 1 jak dla mnie są kalmary!!!  Te duszone, te grillowane i te w tempurze! Na samo wspomnienie ślinka mi cieknie!

P.S. Moje zmagania z wędką skończyły się połowem 2 rybek. Oczywiście wrzuciłam je z powrotem do morza, bo obiadu bym z nich nie zrobiła;)

15 lipca 2014

Wakacje z dziećmi



Jak zachęcić dzieci do wspólnego zwiedzania, do wspólnych przechadzek? Rzecz niełatwa! Najchętniej cały dzień spędziłyby na plaży i  nie wychodząc z morza. Ale my dorośli chcemy coś więcej, coś zobaczyć, gdzieś się ruszyć. Najlepszym argumentem są przygody! I nam się udawało:) Podczas wypadu do wioski o szumnej nazwie KUNA spotkała nas śmieszna przygoda z psem. Ledwo wysiedliśmy z samochodu już mieliśmy towarzystwo. Oczywiście najpierw uderzył do mnie! Uderzył dosłownie, bo grzmotnął mnie kilka razy ogonem po udzie i zaprosił do wspólnego zwiedzania;) Noga w nogę za nami i zaczyna się zachowywać coraz dziwniej... Patrzymy, a on podnosi każdy kamień z ziemi i do pyska! W pewnej chwili wypuścił je wszystkie (a było ich 6-7 sztuk) i z powrotem sprawnie ładuje pomiędzy zęby... Dzieci szybko go ochrzciły - Kajtkiem Kamieniożernym! Wracamy do "domu" i nagle na środku drogi "spieszy" żółw... No nie - istny Zwierzyniec! Stajemy więc na poboczu i pakujemy żółwia do środka z myślą, że trzeba go przenieść do jego środowiska naturalnego;). Transportujemy żółwia nad morze i Mila woduje go powoli, ale ten nie wykazuje zainteresowania  środowiskiem wodnym... No cóż, widocznie to lądowiec;) Nie minęło wiele czasu, a dzieci już się przywiązały do gadzinki. Nazwały go Stefan i zaczęły snuć plany, u kogo w pokoju zamieszka;) Okropna mama nie pozwoliła jednak zatrzymać żółwia... Był płacz i lament, ale na krótko na szczęście. Następny wypad znów został przywitany przez dzieci " Co znowu wycieczka"?! Ale argument, że może spotkamy jakiegoś zwierzaka, zadziałał!

P.S. Podczas naszych wypadów żaden zwierzak nie ucierpiał, a były wśród niech kozy, owce i osioł no i krabik...

12 lipca 2014

Są takie miejsca na świecie...

Przemierzając chorwackie wioski nie mogłam wyjść z zaskoczenia, że tyle wspaniałych willi stoi w niełasce. Pozamykane na kilkanaście spustów z pewnością kryją w swoich wnętrzach tajemnice, których rąbek tak bardzo chciałam uchylić. Snułam wizje osnutych pajęczynami kryształowych żyrandoli, starych szaf, powywracanych krzeseł, potarganych kotar... Ach, tylko troszkę kuknę!

W miejscowości TRPANJ natknęliśmy się na cudowną willę, która na swoim podwórzu kryła prawdziwe cuda-wianki. Skład betonu, żeliwa i szkła, tak w skrócie można określić to składowisko. Niby od niechcenia poukładane, ale układały się w pewne całości. Zdawały się żyć. Ciężkie, drewniane  drzwi w pewnym momencie się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna, mijając nas jak cienie, jakby nas tam wcale nie było...  Zerknęłam do wnętrza, a tam stał stary jeep i skrzynie, jakby przygotowane do podróży... tylko jak dawno miała się ona odbyć?


10 lipca 2014

Cafe 5 - szerokim kątem. Tutaj spędzam cały dzień.

Dzisiaj pokażę Wam, gdzie znikam na całe dnie. Zdjęcia bardzo robocze i poglądowe, robione szerokim kątem. Ciągnę dalej na wielu szczegółach pozostawionych po poprzednim właścicielu, ale w głowie kiełkują nowe pomysły na aranżacje wnętrza, aby nieco ujednolicić styl. Chociaż osoby, które mnie już co nieco znają, wiedzą że moje drugie imię to misz-masz stylowy! Myślę, że przyszły rok będzie pod hasłem "Cafe 5". Wolę na razie inwestować w towar, niż w ściany, bo klientelę mam stałą i lubiącą nowinki:)

Wiele do życzenia pozostawia lada i regały za nią. Tutaj będą zmiany na bank! I oświetlenie nad ladą, chociaż daje fajne światło, nie lubię go! I koszmarne płytki podłogowe pójdą pierwsze pod młotek! Kącik z dwoma stoliczkami też przejdzie metamorfozę. Ale wszystko małymi  kroczkami. To moja największa dewiza!!! Trzeba badać rynek i nie przeinwestować!

O cukierniczych wyrobach będzie z pewnością osobny post, bo zasługują na to:)


KTO CHCE MNIE ODWIEDZIĆ, TO ZAPRASZAM DO BOCHNI. GALERIA MIEŚCI SIĘ BLISKO SZYBU SUTORIS. BĘDZIE MI BARDZO MIŁO!