19 sierpnia 2014

Lublin niespiesznie. Odsłona {2}

Przemierzanie przestrzeni miejskiej jest bardzo wyczerpujące;) Idziemy tam, gdzie nas oczy poniosą, odkrywając klimatyczne zakątki, albo wstępujemy do miejsc polecanych. Niespieszne kroki prowadzą nas do Centrum Kultury, aby pobuszować w Księgarni Szklarnia. Tutaj można się zatracić wśród świetnych pozycji wydawniczych. Wybieramy coś dla siebie i dzieci. Mój wybór padł na książkę "Niewidzialne miasto", na którą miałam już chrapkę rok temu w Katowicach w Złej Buce. Jest bardzo a propos naszego spojrzenia na miasta, które odwiedzamy. Wreszcie na dłużej zakotwiczamy w sąsiedniej kawiarni, aby przy kawie zagłębić się w lekturze. Nigdzie się nie spieszymy, ponieważ na zewnątrz zaczęło padać... Wreszcie czas ruszyć dalej. Gero decyduje się na zakup, jakże stylowej szafirowej peleryny... O matko! Umieram ze śmiechu na jego widok, ale mój małżonek nic sobie z tego nie robi - istny z niego hipster;) Kierujemy się do polecanego przez Was "Kap Kapu", aby przy kolejnej kawie, tym razem z drippera, cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Otaczające nas zewsząd czasomierze nic dla nas nie znaczą, są tylko dekoracją...

18 sierpnia 2014

Lublin w sepii. Odsłona {1}




Nasz pobyt w Lublinie zbiegł się z organizowanym tutaj co roku Jarmarkiem Jagiellońskim. Planowaliśmy zadeptać miasto na amen, ale mało brakowało, a to po nas zostałby płaski naleśnik... Starówką płynęła rzeka ludzi... dosłownie! Głowa przy głowie, kram przy kramie...  I choć nie jesteśmy zwolennikami takich spędów ludzkich, to daliśmy się ponieść tej fali. Zewsząd słychać było folkowe dźwięki. Z olbrzymich kotłów ulatniały się zapachy regionalnych przysmaków, a artyści i rzemieślnicy z Polski, Ukrainy, Słowacji, Białorusi i  Litwy zachwalali swe rękodzielnicze wyroby. A było na czym oko zawiesić. Mnóstwo ceramiki, rzeźby ludowej, wyrobów tkackich, wycinanek ludowych i koszyków wiklinowych... Te ostatnie wśród turystów cieszyły się największym powodzeniem. Co rusz zapełniały się słoikiem miodu, pętem kiełbasy lub ciemnym litewskim bochnem chleba. Prawdziwy jarmark! Jarmark Jagielloński to nie tylko wydarzenie kupieckie, ale także płaszczyzna spotkań wielu kultur. Połączenie wschodu z zachodem. Choć z wszystkich stron dobiegał radosny gwar, w kuluarach słychać było i narzekania, że odczuwa się brak "dobrego" klienta rosyjskiego... że wszystko przez Putina... 

A nasze wrażenia? Jesteśmy zauroczeni Lublinem bez dwóch zdań! W mieście wyczuwa się pozytywną energię. Wszystko zdaje się być tutaj takie przemyślane i wysmakowane wizualnie.  Stare kamienice z "koronkowymi" i ornamentowymi zdobieniami cieszą oczy. Zarówno te odrapane jak i te wyremontowane, świetnie ze sobą współgrają. Nie ma tutaj kiczu i tandety. Jest historia, tradycja i tajemnica... W czasie remontu w jednej z kamienic znaleziono stare negatywy przedstawiające sylwetki ludzi, ich portrety. Nie wiadomo kim był fotograf, ani  ludzie na jego fotografiach... Aby podtrzymać atmosferę tajemniczości właściciele kamienic postanowili w oknach umieścić wielkoformatowe wydruki z wykorzystaniem odnalezionych zdjęć. I tak powstała swoista i niepowtarzalna galeria... Wspaniały pomysł, udowadniający, że starych kamienic wcale nie trzeba od razu przykrywać płachtami reklamowymi i atrapami.

P.S. Moje Drogie bardzo Wam dziękuję za wszystkie polecenia. Okazały się strzałem w 10! W klamocierni obok Katedry wyhaczyłam świetną walizkę, oldschoolowego canona i artdecowską paterę, na Lubartowskiej w sklepie z ceramiką bolesławiecką zakupiłam prezent dla mamy, w "Stole i Wole" zajadaliśmy się pysznym grilowanym mięsiwem, a w "Kap Kapie" wypiliśmy wspaniałą kawę.  Zaoszczędziło nam to pewnie wiele rozczarowań i niepotrzebnych kilometrów;)

14 sierpnia 2014

Podbijamy przestrzeń miejską po raz 16-ty. Kierunek LUBLIN!

Już jutro kolejne miasto dołączy do naszej rocznicowej tradycji. Tym razem LUBLIN! Tyle razy go omijaliśmy, aż wreszcie i na niego przyszła kolej. Jeśli czytają mnie szanowne Lublinianki, to chętnie skorzystam z podpowiedzi, co warto zobaczyć, gdzie pójść...  Wiem, że na Was mogę liczyć:)

11 sierpnia 2014

Nowa wystawa w CAFE 5

Uwielbiam aranżować moją wystawę! Dwa wielkie okna dają pole do popisu, więc co rusz zmieniam inscenizację. Na odmianę, po słodkich pastelach, postanowiłam, że wystawa będzie w tonacji naturalnej. Królują więc moje ulubione koronkowe wzory, len, naturalne drewno, b&w, a także nieco akcentów blue jeans. Dzisiaj spod "igły" wyszły łapacze snów. Bardzo mi się spodobało ich tworzenie. Pewnie na dwóch nie poprzestanę:)

Duże zachmurzenie pozwoliło mi wreszcie na utrwalenie wystawy tak, aby cała ulica się nie odbijała na zdjęciu;) Oczywiście Karolkę gdzieś tam znajdziecie z aparatem przy oku;)

30 lipca 2014

Córka mojej przyjaciółki, jest przyjaciółką mojej córki...

Dziewczynki 6 lat temu:)
To zupełny przypadek (a może i nie;), że ja i moja najbliższa przyjaciółka mamy córki z jednego roku. Moja Mila jest pół roku młodsza od Mai, ale teraz nie robi to różnicy. Dzieli je nie tylko pół roku, ale i ponad 30 km... ale tylko to je dzieli! Poza tym mam wrażenie, że się uwielbiają! Nadają na tych samych falach, mają podobne zainteresowania i co najważniejsze świetnie się dogadują! Nazywam je eMeMki, bo obydwie imiona mają na "M". Ostatnio powstała letnia sesja dziewczynek z udziałem (czynnym) moich poduszkowych gitar. Ciekawa jestem, czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu...