26 października 2010

Kolor PRL-u

Kupiłam mojej Mili spodnie w kolorze jasno turkusowym. Moja mam na ich widok ciężko westchnęła : Jak ja nie lubię tego koloru... Dlaczego? Ponieważ kojarzy mi się z PRL-em.
Czy istnieje coś takiego jak kolor PRL-u? Pewnie każdy ma inne skojarzenia, ale jak przeglądnęłam w domu relikty z minionej epoki, barwa nasunęła mi się sama. Ten kolor nazwany przeze mnie i pokazywany już niejednokrotnie, to właśnie taka wyblakła akwamaryna. Pojawia się głównie na produktach wykonanych z tworzywa sztucznego. A poniżej "królowa sklepów spożywczych" - waga, oprócz której niewiele więcej można było uświadczyć. Znany obrazek pustego sklepu wywołuje dzisiaj uśmieszek na twarzy.
Czy pamiętacie jeszcze coś w tym kolorze? Mnie się przypomina, że sreberka na butelce mleka miały ten odcień i trabant... A może dla Was kolor PRL-u to zupełnie inna barwa?


41 komentarzy:

  1. Faktycznie ... ja pamiętam takie wagi i pustki w sklepie ... jak przez mgłę, ale pamiętam. Moje pokolenie (a był wtedy wyż demograficzny) tamte czasy wspomina właśnie z uśmieszkiem, ale naszym rodzicom to już nie jest tak do śmiechu ... z pewnością mają o wiele więcej wspomnień ... zaróno tych dobrych, ale niestety i tych mniej przyjemnych także. A kolor, którego w tamtym okresie nie lubiłam? ... to pomarańcz ... w ciepłym odcieniu, ale nienawidziłam go ... taką barwę miała moja kurtka zimowa - tylko w tym kolorze rzucili ją do sklepu i pół osiedla w takich chodziło ... brrr

    OdpowiedzUsuń
  2. O jesoooo, sięgasz do wykopalisk ;-) Owszem pamiętam te sreberka na butelkach z mlekiem i śmietaną.
    Te wyblakłe turkusy, róże majtkowe, szaro-burości i kolory niewiadomego pochodzenia...
    Mnie jednak najbardziej obrzydzał kolor rozmleczonego beżu (?), albo taki pasrakoj (jakby musztardowy z niewiadomoczym) na ścianach w postaci lamperii olejnych udekorowanych wzorkiem ze zwiniętej ścierki. Cuś pięknego.

    Miłych wspomnień ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamietam ten kolor na serberkach od butelek mleka, pamietam wagi (byly tez serbrnoszare), mialam buty koloru wsciekle turkusowego, rzucili ich wtedy kilkadziesiat par do naszego miasteczkowego obuwniczego, sporo dziewczynek ich potem nosilo;-). Ot, nosilo sie to co bylo dostepne, a dostepne bylo prawie nic;-)
    Mnie z PRL-em kojrzy sie jednak inny kolor: pomarancz (kolor malych fiatow) i czerwien, wszechobecna, ta radziecka, od ktorej "pochodzily inne kolory" w tamtych czasach.
    pozdrawiam cieplo
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. *Labernerie:))) ja w tym pomarańczu miałam kombinezon - O mamo, jak sobie przypomnę!!!
    *Alizee u mnie w łazience była taka musztarda,jak lamperia na klatkach schodowych...Twój "pasrakoj" nie do końca wiem jaki, ale brzmi tragicznie;)))
    *Basiu a ja pamiętam jak z Węgier przewoziło się tkaniny w kolorze turkusy z wydrukowanymi palmami. Do dzisiaj mam kupon tego materiału:)Wtedy koloru miały inny odcień;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam ten wyblakły, sprany turkus, pamiętam też czerwień, pomarańcz, a właściwie to pamiętam koszmarnie pomarańczowe mokasyny, wściekle pomarańczowe, tylko takie rzucili do obuwniczego we wrześniu i...nie było wyjścia, musiałam w nich paradować do szkoły. Mama była zbyt szczęśliwa, ze je dostała dla mnie i dla siostry, więc nie mogłam jej zrobić przykrości. Wypłakałam je w poduszkę później. Trauma z dzieciństwa:-))) Dziś, razem z siostrą i mamą śmiejemy się z tego. Jak cudnie, ze wtedy była doba butów zmiennych. Pokochałam moje śliczne granatowe tenisówki. To były czasy.... ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie kolor PRL-u to jasny orzech! Dostaję drgawek, jak coś widzę w tym kolorze. Podłoga była malowana na jasny orzech, lamperia w szkole na jasny orzech i obrzydliwy nauczyciel nosił jeden jedyny swój garnitur w kolorze, a jakże by inaczej, jasny orzech. Bleeeeeee!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja tu zgodnie z Alizee... sraczkowata lamperia - to dla mnie zmora PRL-u, turkusy i róże też pamiętam - ale jakoś milej je wspominam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wypada się wyrażać, ale ten jasny orzech to inaczej kolor sraczki. I tak go zawsze kojarzyłam. :-x

    OdpowiedzUsuń
  9. Hi,hi! Napisałyśmy jednocześnie to samo. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam ten kolor, dla mnie jest idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A moje wspomnienie o kolorach PRL-u jest nieco inne. PRL niby ten sam, dziewczyny pamiętają jaskrawe kolory, a ja dokładnie odwrotnie. Dla mnie wszystkie kolory PRL były takie jakieś brudne, bure. Miałam sztruksowego wilka w bardzo niedziecięcym kolorze khaki. Taki wilczy Gajowy Marucha ;) Miałam również myszkę we wspomnianym kolorze sraczki łączonej z brudnym beżem i granatem. Wiele plastikowych zabawek było w kolorach, które trudno opisać, bo wyglądały, jakby plastik pochodził z recyklingu. Podejrzewam, że tak właśnie było, tyle, że nikt nie przejmował się sortowaniem kolorów. Ano właśnie! Z recycu był też papier toaletowy. Dzisiaj uchodziłby za op-art vintage i nie ukrywam, że wolałabym taki papier do poczytania. Ile można oglądać pieski, czy stokrotki...
    A lamperie w kolorze, który niektórzy zwą seledynem trzymają się u mnie w bloku dzielnie :)))

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. @mialkotek na Ukrainie po dzis dzien najbardizej popularnym papierem toaletowym jest wlasnie taki szorstki bury bez tekturowej rolki w srodku
    padlam jak zobaczylam podczas pierwszej wizyty :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie kolory PRL-u to wyłącznie sraczkowaty brązowy zwany jasnym orzechem, był wszędzie na lamperiach, ubrankach, mundurach. Kolejny kolor to butelkowo-zielony tak zawsze mówiła moja Babcia, miała taki beret i "jesionkę" (słowo też jakieś takie PRL-owe. PRL to dla mnie jeszcze obrzydliwe szkolne mundurki z nonajronu w kolorze smętnego granatu..
    Pamiętam też nasze zabiegi aby życie było chociaż troszkę bardziej kolorowe.Z Mamą szyłyśmy sobie spódniczki z farbowanej tetry, robiłyśmy na drutach i z pietyzmem studiowałyśmy żurnale (słowo też ma myszkę i daje namiastkę wielkiego świata, zamkniętego wtedy dla nas). Pamiętam, że wtedy, w latach 70-tych mogliśmy na dowód przechodzić granicę z NRD i jak tylko odwiedzaliśmy naszą rodzinkę w Świnoujściu chodziłyśmy na zakupy do Niemiec. Jaka ja byłam dumna Mama kupiła mi czerwone, wysokie, zasuwane kozaczki a do tego pikowaną kurtkę i wujek marynarz przywiózł mi pierwsze dżinsy. Mówił mi wtedy, że to ubranie robocze a ja patrzyłam na niego jak na kosmitę. Cały rodzinny Włocławek mi zazdrościł :-, pewnie najbardziej tego wujka marynarza, który mi przywoził egzotyczne dla nas rzeczy. Pamiętam taka historie. Dostałam od niego dziwne, małe niebieskie figurki. Do tego była jeszcze książka do kolorowania. Oglądałam te niebieskie stworki w białych czapkach i myślałam co to takiego. Długo, długo po latach patrzę a w Telewizji Polskiej wyświetlają bajkę Smerfy. To były właśnie moje figurki.

    A i jest jeszcze pamiętam jeden kolor PRL-u tzw. kość słoniowa. Słowo to brzmiało tak ekskluzywnie, Tata marzył o Syrence w takim kolorze. :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie ten kolor jest piękny, ale jak widzę tą wagę to faktycznie zaczyna się kojarzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. To się właśnie dowiedziałam, że jeden z moich ulubionych kolorów to kolor PRLu:) Pysznie:)))

    Moja znajoma mówi na niego: majtkowy:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. *Gonia ten pomarańcz był rzeczywiście zabójczy!Dobrze, że dzisiaj już z tego się śmiejemy:)
    *Koroneczko no właśnie nie musztarda, a orzech-sraczka;). Te garnitury orzechowe też pamiętam!
    *Szewczynaka lamperia to właśnie w sraczce i jasnym turkusie dominowały:)
    *Lavender Summer prawda, że ma coś w sobie? Idealnie komponuje się z jakże modnym teraz karmelowym(zwanym przez niektóre z nas orzechowym/sraczkowatym;)
    *Miałkotek idealnie to odczytałaś. Te kolory rzeczywiście były jak z recyklingu. Dzisiaj jak zmiksujesz zupę jarzynową na krem, to też ta barwa nie bardzo. Lepiej się trzymać warzyw w jednej tonacji- taka mała dygresja kulinarno-kolorystyczna mi się nasunęła;)
    *Bo na Ukrainie, to i WC ma swój "urok", poprzez dziurę w podłodze. Takie było jeszcze 2 lata temu na granicy ...
    *Balbino dziękuję za cudowne wspomnienia. Ja swoje dekatyzowane jeansy kupowałam już od Turków:)A tamte czasy nie da się ukryć rozbudzały kreatywność.A Syrenkę mieliśmy żółtą, też wyblakłą...
    *Po prostu Mamo waga pochodzi właśnie z tamtych czasów:)
    Pozdrawiam Was moje Drogie i dziękuję za wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  17. *Delie ja też go uwielbiam. Mam zamiar w tym kolorze szukać dodatków do mojej kuchni i zauważyłam, ze najwięcej można znaleźć w "pamiątkach z PRL-u":)Dziękuję za wizytę!

    OdpowiedzUsuń
  18. wagi w tym kolorze pamietam doskonale,napatrzylam sie stojac w kolejkach ;), kolor sraczkowaty przypomina mi lamperie w domach, na klatkach, w przychodni zas sciany bylo zimno zielone , masakra jakas, a drzwi byly tak dzwnie pomalowane biale i sraczkowaty pas 20cm na dole i z boku az do klamki, chyba zeby brudu nie bylo widac ;) z ubran to chyba do konca zycia zostanie mi widok ortalionowych kurtek czerwonych i granatowych , z kapturem , wiszacych na smiesznym wieszaku-taka rura metalowa jak trzepak, i te wszystkie nadmuchane ortaliony ,jeden za drugim, identyczne , takie klony , u mnie pol przedszkola miala czerwone a reszta granatowe :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyli co, kochamy PRL za turkus?? :):)

    OdpowiedzUsuń
  20. Turkusowy odcień wag, na których nie było co ważyć, to zdecydowanie pikuś przy sraczkowatych lapmeriach, pokrywających wszelkie możliwe powierzchnie.. za Balbiną mogę tez się podpisać pod granatem szkolnych fartuszków, szytych z czegoś co za chiny ludowe nie oddychało!
    A i jeszcze mi się przypomniało, że trukus to dla mnie w sumie miłe wspomnienie z tamtych czasów. Mieliśmy turkusowy syfon! Pamiętam jak biegałam do warzywniaka, żeby oddać naboje do nabicia :)

    OdpowiedzUsuń
  21. oo te pierwsza wage ma chyba jeszcze moja mama ale w kolorze niebieskim :) :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawy temat :) Mi na myśl przychodzi wiele kolorów z tamtych czasów. Wspólna ich cecha: okropne odcienie. Jak zielony to spłowiały seledyn albo sraczkowato-brązowy. Jak różowy to wyblakły i wpadający w żółty. Jak czarny to nigdy "very black" ;) a z domieszką brązu. Nic do niczego nie pasowało :) Po takim dzieciństwie przez wiele lat miałam uraz do kolorów i ubierałam się na czarno-biało-szaro :)

    OdpowiedzUsuń
  23. U nas na te kolory mówiło się "gaciowe";]

    OdpowiedzUsuń
  24. ta pierwszą wagę znam bardzo dobrze - moja mama miała taka samą a teraz ma ją moja siostra i wciąż waży bardzo dobrze, sama z niej czasami korzystam kiedy szykujemy cos w domu mojej siostry. pozdrawiam, ewa

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzeczywiście coś jest w tym turkusie....ja osobiście mało pamiętam z tamtej rzeczywistości, bo byłam po prostu za mała, ale takie obrazki jak Twoje zdjęcia przewijają mi się w pamięci. Gdyby tamta rzeczywistość malowała się tak niezwykle jak na Twoich fotografiach.....Gratuluję niezwykle wrażliwego oka.

    OdpowiedzUsuń
  26. No ja to mam troszkę mniej takich wspomnień, ze względu na wiek :P ale wagi owe pamiętam :) jak dla mnie ten kolor to rozbielona zieleń (a nie rozbielony turkusowy - którego z tych czasów nie kojarzę... a ową zieleń jak najbardziej :) butelki na mleko miały sreberka w pomarańczową kratkę - czasem jeszcze widuję owe sreberko w bukietach kwiatów - łodyżki są nim owinięte :)
    Pamietam oranżadę w butelkach i butelki zamykane na koreczek porcelanowy - nie wiem jak to się nazywa :/
    Jak mieszkałam na wsi to moi wujkowie mieli nysę :) o taką:
    http://www.sublimethings.com/?p=2376
    A moi rodzice malucha zielonego do którego o dziwo mieściła się nasza 6-osobowa rodzinka :)
    A te lamperie ze sraczkowatym kolorem też kojarzę! i to chyba kolor PRLu jak dla mnie! :P moja babcia miała do niedawna podłogę w drewniane dechy właśnie w tym kolorze - olejną pomalowane i kurcze zamiast zedrzeć farbę to moja rodzina wymieniła je na beznadziejne panele podłogowe :( eh
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  27. zapraszam na mojego bloga i do licytacji broszki ktora wspiera leczenie Amelki, zaczynamy od 9 zł.
    wicej informacji na moim blogu :*
    http://sodalit-art.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. *Agnesha te drzwi to rzeczywiście pamiętam...
    *Myszka dobrze, że cokolwiek nam się z tą epoką pozytywnie kojarzy:)
    *Angela syfony w tym kolorze mam i darzę wielką sympatią:)
    *Blogu niedzielny waga jest ponadczasowa:)
    *Kasia fazę na czarno też miałam i powraca co jakiś czas do mnie jak bumerang. Myślisz, ze to konsekwencja traumy kolorystycznej z tamtych lat?
    *Folkmyself tak majtkowe, gaciowe, no po prostu bielizna z tamtych czasów kojarzy mi się z haleczkami nylonowymi z okropnie gryzącymi koronkami. Miałam taki zestaw wyjściowy do lekarza. Zawsze po jego założeniu byłam bardziej chora...
    *Ewamaison, bo ta waga ze zdjęcia jest mojej mamy właśnie i cięgle jest w użyciu.
    *Otta no wiekowa już jestem i co nieco pamiętam:)
    *Dagmarko Ty jak już zapodasz, to przysłowiowe gacie spadają;)Nysę spodziwiałam i się uśmiałam. A sreberka były w dwóch kolorach, jedne na śmietankę, drugie na mleko. Jeszcze się chyba mleko rozróżniało na pełne i chude...
    Co do orzechowo sraczkowego, to przypomniałam sobie, że moja babcia malowała swój drewniany dom na ten kolor z białymi paskami przedzielającymi drewniane bele. Taki typowy wiejski dom w Małopolsce, o coś w ten deseń
    http://lh6.ggpht.com/_wD6lQm_-MHI/TMcy7nFMUuI/AAAAAAAAC8A/HAl7medHxio/chata.jpg
    I podłogi drewniane też były malowane na ten kolor. Ale o tym domu to mogłabym osobnego posta sklecić jak nic...
    *Pappu dziękuję za zaproszenie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Dobre spostrzeżenie... Kolega jakiś czas temu powiedział, że nasze kafelki w kuchni (np. tu http://ja-nowa-milnova.blogspot.com/2010/10/kuchenne-przechowywanie.html) kojarzą mu się z PRL-em, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego, a tu odpowiedź :) Jest to mój ulubiony kolor ostatnimi czasy, tym przyjemniej, że pokazany jest w tak ładny sposób --> bardzo ładne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  30. *Kasia fazę na czarno też miałam i powraca co jakiś czas do mnie jak bumerang. Myślisz, ze to konsekwencja traumy kolorystycznej z tamtych lat?"

    Może dziś to po prostu chęć odpoczęcia od pięknych :) kolorów, miła odmiana (ja też miewam takie fazy), ale ten pierwszy raz to na 100% (w moim przypadku) była trauma kolorystyczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. *Kasia fazę na czarno też miałam i powraca co jakiś czas do mnie jak bumerang. Myślisz, ze to konsekwencja traumy kolorystycznej z tamtych lat?"

    Może dziś to po prostu chęć odpoczęcia od pięknych :) kolorów, miła odmiana (ja też miewam takie fazy), ale ten pierwszy raz to na 100% (w moim przypadku) była trauma kolorystyczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Na widok koloru wagi, przypominały mi się lamperie w podstawówce.

    OdpowiedzUsuń
  33. przypomnialo mi sie jeszcze,ze uszylam sobie wtedy ktoregos laa bluzke z pieluch tetrowych, dwa kwadraty zszyte, taka moda byla (wrocila) i ufabowalam ja na jedyna dostepny wtedy kolor w sklepie: na niebieska. Po upraniu bluzka zrobila sie jaka? Jasno turkusowa, miala piekny kolor, bylam zachwycona i dumna z siebie. po paru praniach kolor zszedl i chyba nadeszla jesien, co sie stalo z bluzka nie pamietam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Pamiętam te wagi.Własnie w takich kolorach.
    I trabanty!! Ileż ich jeżdziło po ulicach!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  35. Waga super :))
    Pamietam mleko z kapselakmi: żółtym (tluste) i srebrnym (chude)...
    Plaszcze z ortalionu - brązowe, brrr
    Beżowe lamperie - łeee!
    Szary papier toaletowy!
    Yellow bahama - maluch, polonez ;))
    Granatowe (?) - ubranka szkolne, fartuszki...

    Gratuluję tamatu :)) Teraz już ze spokojem i chętnie oglądam czarno-białe, polskie filmy z tamtych lat :)

    OdpowiedzUsuń
  36. W takim razie jestem wielbicielką PRL-owskiego koloru ;) Lubię wszelkie odcienie turkusu, a takie zgaszone najbardziej. Uroczy wpis.

    OdpowiedzUsuń
  37. Tak jest! Orzech-sraczka, kość słoniowa i ten wyblakły turkusik to cały PRL i taka czerwień wpadająca w pomarańcz jeszcze :/ Turkusowy mieliśmy młynek do kawy, stoliki w pracowniczej stołówce w HCP też takie były, a podłoga i lamperie sraczkowate hehehe....

    OdpowiedzUsuń
  38. A widzisz...mi jakoś turkus się nie utrwalił. Za to drewniane elewacje domów malowane "sraczką" i plastik w kolorze szarobylejakim - w którym widać było żyłki innych barw. Tak, jakby zrobiono go z odrzutów kolorystycznych.

    I lody bambino - śmietankowe, polewane sokiem którego nienawidziłam. Pewnie nie mieli co z tym sokiem zrobić, to go do lodów dodawali. Błe.

    OdpowiedzUsuń
  39. dla mnie kolor PRL-u to generalnie "brak koloru".W sklepach odzieżowych wieszaki pełne brudno-brązowych,brudno-szarych i brudno-beżowych ubrań,a jesli juz pojawił się kolor,to byl to kolor "wsciekłego" pomarańczu,czerwieni.Pamiętam,jak moja Mama kupowała owczą wełnę,farbowałyśmy ją na przeróżne kolory (czasami wychodziły bardzo ciekawe barwy) i robiłyśmy z niej swetry,sukienki,spódnice.Były one niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju,ponieważ kolor wychodził lekko cieniowany - a zatem faktura dzianiny wyglądała interesująco.Trampki,tenisówki i inne szmaciane obuwie również farbowałam,a nawet haftowałam na nich kwiatki,robiłam na drutach ażurowe pończochy,na zimę grube getry w warkocze,byle tylko nie dać sie "zuniformować".Jestem z pokolenia,które do szkoły chodziło w granatowych fartuszkach z białymi kołnierzykami,dlatego tak bardzo chciałam mieć coś swojego i niepowtarzalnego.
    Do dziś zostało mi powiedzenie na róż z tamtych czasów, ze jest to róż "majtkowy"
    Jedynie akwamaryna,którą prezentujesz na fotkach do dziś podoba mi się bardzo.Czy ta duża waga jest Twoja?
    Pozdrawiam....

    OdpowiedzUsuń
  40. *Milnowa no widzisz, co spojrzenie to inna teoria:)
    *Kasiu ja w ubiorze lubię teraz kolor, ale czerni na wieszakach to u mnie pod dostatkiem. Moja przyjaciółka zawsze mówiła - teraz kupię sobie coś żywszego... i ze sklepu wychodziła z ubraniem w kolorze czarnym ;)
    *Kamilo takie lamperie nadal są przecież w szkołach...:)
    *Basiu doświadczenie z tetrą też mam. A co do farbowania, to namiętnie farbowałam spodnie na czarno. Co miesiąc bulgotał wielki gar z czarnym barwnikiem!
    *Aguś prawda, że dobrze kojarzę?:)
    *Joanno w kolorze żółtym mieliśmy Syrenkę, a Fiata "Dużego" w kości słoniowej. Właśnie barwy "karoserii" samochodów z tamtych lat idealnie oddają trendy kolorystyczne.
    *Ewo witaj w klubie:)
    *Mi faktycznie stoliki też miały ten odcień:)
    *AgaB lody bambino lubiłam tylko śmietankowe i jeśli chodzi o moje gusta w tej materii, to nic się nie zmieniło.
    *Schola moja mama robiła mi na drutach kolorowe swetry w trójkąty, pasy... getry w warkocze na spodnie też miałam. Nie lubiłam tylko jak śnieg się do nich przylepiał. W fartuszkach też chodziłam, tyle że w podstawówce. W ogólniaku były już luzy, ale ja i tak uciekałam w czerń.

    No Kobietki, ale sobie powspominałyśmy! Podejrzewam, że mogłybyśmy tak bez końca... W niedługim czasie wybieram się do muzeum PRL-u w Nowej Hucie (gdzieżby indziej bardziej pasowało;). Mam nadzieję na znalezienie tam trochę wspomnianych przez Was kolorów.
    Ciepełko zostawiam!

    OdpowiedzUsuń
  41. Rzeczywiście ten kolor mocno kojarzy się z tamtymi czasami..

    OdpowiedzUsuń